Ojciec mocny w obliczu kryzysu

brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 4.8- liczba głosów: 18

Z Piotrem Szlązakiem, przedsiębiorcą, tatą trzech córek, laureatem wyróżnienia MAX w kategorii „ojciec” w 2019 roku, rozmawia założyciel Tato.NetDariusz Cupiał.   

Jak wspominasz moment narodzin swego pierwszego dziecka? Jak się czułeś?  

To był 2012 rok. Myślę, że byłem na to przygotowany, w końcu miałem 9 miesięcy, by oswoić się z tą myślą. Zresztą, oboje z żoną bardzo oczekiwaliśmy momentu narodzin. Nie było więc problemu – czułem się gotowy, aby być tatą. Natomiast w trzeciej dobie po narodzinach okazało się, że nasza córka ma wadę serca i konieczna jest operacja. Musieliśmy działać, podejmować trudne decyzje. Byłem przerażony.   

Szybko znalazłem jakieś fundacje chętne do pomocy w zbieraniu pieniędzy na zabieg. Proponowały jako najlepsze czy nawet jedyne wyjście operację w Niemczech u znakomitego fachowca. Miała ona kosztować 2 miliony złotych. Załatwieniem wszelkich formalności miały się zająć fundacje. Moi rodzice chcieli już zastawiać dom, aby wziąć pożyczkę i nas wspomóc, bo przecież czekał nas ogromny, nie do udźwignięcia wydatek.   

Tymczasem po małym rekonesansie i skonsultowaniu sprawy okazało się, że operacji podejmie się bez żadnych kosztów, na NFZ szpital w Krakowie. Kardiochirurdzy z Krakowa uspokoili nas, mówiąc, że zabieg na sercu naszej córki nie jest wcale tak niebezpieczny, jak nas wcześniej przekonywano. Sami dokonują takich wiele i traktują jak rozgrzewkę przed poważnymi operacjami.   

Dobrze więc, że nie wpadłeś w panikę i nie działałeś pochopnie.  

To przykra sprawa, że są ludzie, którzy wykorzystują fakt, że rodzice są w stanie zrobić dla swego chorego dziecka wszystko. Wcześniej, gdy widziałem ogłoszenia o zbiórce na leczenie dziecka, nie wiedziałem jak to wygląda i do głowy mi nie przyszło, że mnie też może to spotkać. Jeszcze inaczej zobaczyłem to po doświadczeniu z chorobą drugiego dziecka. Młodsza córka zachorowała na rzadki i ciężki w leczeniu nowotwór mózgu.  

Jesteś ojcem, który ma za sobą wiele trudnych doświadczeń. Co pomagało i nadal pomaga Ci przechodzić przez te kryzysowe sytuacje?  

Patrzę na to z perspektywy przedsiębiorcy. Ojcostwo wymaga organizacji, planowania, jak w biznesie. Kompetencje przedsiębiorcy są w prowadzeniu rodziny bardzo potrzebne.   

Ważna dla mnie jest postawa moich rodziców. Zawsze byli mocno zaangażowani w sprawy swoich dzieci, zawsze mogliśmy na nich liczyć, nigdy nie czuliśmy się przez nich opuszczeni. Ten przykład, w szczególności mego taty, bardzo na mnie wpłynął, zwłaszcza że moi rodzice też są mocno doświadczeni i przez wiele musieli przejść. Sam jako 4-latek musiałem być operowany. Przeszedłem 9 operacji na oku. Wszystko jest w porządku. Pamiętam, jak tato organizował wyjazd do szpitala – ze Świdnika do Kielc. Było to w czasach komuny i musiał pożyczać malucha od sąsiada, załatwiać paliwo. Mało z tego wtedy rozumiałem, ale wiedziałem, że mój tato zawsze jest przy mnie.    

Duży wpływ wywarło na mnie KSM – Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży ze swoim misyjnym zaangażowaniem. Uwrażliwiło mnie na cierpienie i na potrzebę niesienia pomocy ludziom.    

Z kolei w O.K., czyli Ojcowskim Klubie Tato.Net wzrastałem i nabywałem kompetencji dzięki poznawaniu innych ojców i ich ojcowskich doświadczeń. Ojcowski Klub pozwala mi aktualizować swoją wiedzę, bo jednak inaczej było w czasie, gdy obserwowałem jako dziecko swego tatę, a inaczej jest teraz. Świat bardzo się zmienił i zmieniły się wymagania wobec ojców. Pewne rzeczy można przejąć od rodziców, ale są też sprawy, które trzeba odkryć tu i teraz, uczyć się ich bez rodziców, bo oni nie mają tego doświadczenia, bo wychowywali dzieci w innych warunkach. I tu Ojcowski Klub bardzo pomaga.   

Co jest w Twoim przypadku najważniejsze w Twoim ojcostwie? Jakie ma rysy charakterystyczne?   

Przede wszystkim ojcostwo widzę jako relację. Jednak ta relacja jest różna, w zależności od wieku dziecka. Inaczej podchodzi się do niemowlaka, inaczej do przedszkolaka, a jeszcze inaczej do nastolatka. Ważna jest tu umiejętność dostosowania się do wieku dziecka i wyzwań, jakie w danym okresie życia przed nim stoją.    

Kolejna sprawa to ucho ojca – chodzi o umiejętność słuchania dziecka i jego potrzeb. Dziecko jest człowiekiem, ma swoją godność, osobowość i potrzeby. Moim zadaniemjest dać dziecku czas i przestrzeń, by mogło się wypowiedzieć i pokazać, czego potrzebuje.   

Trzecia sprawa to umiejętność decydowania. W wielu momentach to właśnie ojciec musi zdecydować, w jakim kierunku ma iść rodzina.   

Jak te kompetencje pomogły Ci w sytuacji, gdy stanąłeś wobec największego wyzwania, jakim jest ciężka choroba Twojej drugiej córki?   

Nie wydaje mi się, że to moje największe ojcowskie wyzwanie. Moja najstarsza córka ma dopiero 8 lat i przygotowuję się na to, że przede mną jeszcze wiele ojcowskich wyzwań! Biorę pod uwagę, że wyzwania mogą być jeszcze większe.   

Na stronie kotekmarysi.pl jest opisana historia choroby naszej córki. Dotknął ją trudny w leczeniu nowotwór mózgu. Leczenie odbywało się najpierw w Polsce, ale tu dawano córce 20% szans na przeżycie. Teraz jest kontynuowane we Włoszech. Trwa trzeci rok i teraz już wiemy, że jest zadaniem na całe życie.   

Na pewno to, czego nauczyłem się od moich rodziców, w KSM i w O.K., a także prowadząc moje firmy, pomogło mi podejść zadaniowo do wyzwania, jakim jest choroba córki. Razem z żoną obiecaliśmy córce, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby żyła. Zdobywaliśmy wiedzę, mówiliśmy innym o tej chorobie, zbieraliśmy środki na leczenie. Dzięki znajomym i różnym organizacjom powstała grupa wsparcia. Ta choroba bardzo zmieniła nasze życie – musieliśmy przeorganizować pracę, dom, nawet przeprowadzić się na jakiś czas do Włoch.   

Jak zareagowałeś na wiadomość o tym, że zostałeś laureatem nagrody MAX w kategorii „ojciec” za 2019 rok?  

Przypomina mi się rozmowa z jednym z pracowników szpitala, który wyraził swoje i – jak mówił – wielu innych pracowników oddziału zniesmaczenie tym, że zdjęcia chorej Marysi wrzucam na media społecznościowe. Odpowiedziałem, że jeśli zagwarantuje mi, że moje dziecko przeżyje i że nie muszę zbierać środków na dodatkową pomoc, to w tej chwili te zdjęcia usuwam. A jeśli nie może mi tej gwarancji dać, to niech pozwoli mi spokojnie realizować moją misję bycia ojcem.  

Otrzymanie statuetki MAX wpisuje się w pełnienie tej misji. Nie traktuję tego wyróżnienia jako nagrody dla mnie, ale dla Marysi, która już wiele przeszła, zmagała się z potężnym cierpieniem i nadal ma długą drogę przed sobą. Widzę też tę nagrodę jako szansę na jeszcze większe nagłośnienie przez media sprawy Marysi i dzięki temu rozszerzenie wspierającego ją grona. Ja po prostu jestem ojcem trzech córek i staram się wypełnić swoją ojcowską misję najlepiej jak potrafię.  

Wkrótce w czytelni Tato.Net druga część rozmowy z Piotrem

Tagi:

bezpieczeństwo choroba dziecka filary Piotr Szlązak podejmowanie decyzji statuetki MAX zdrowie
Oceń ten artykuł:
brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 4.8- liczba głosów: 18
Wesprzyj Tato.Net
Przekaż 1,5% podatku