Nieoczekiwane odkrycia w oczekiwanej przygodzie

brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 5.0- liczba głosów: 7

Wyjazd na wyprawę Wielka Przygoda z zasady obwarowany jest oczekiwaniami. Tato ma swoje wyobrażenia co do tego, jak będzie. Podobnie dziecko. Także mama liczy, że dziecko będzie się dobrze bawić a jego relacja z ojcem się poprawi. Jednak podczas warsztatu Wielka Przygoda te i inne oczekiwania schodzą – w sposób nawet niezauważony – na drugi plan. Oczekiwania ustępują miejsca odkrywaniu. Tato nie skupia się już na tym, co sobie założył, zaplanował. Zajmuje się bowiem odkrywaniem. Co można odkryć na warsztacie Wielka Przygoda? 

Samego siebie  

W dniach spędzonych nad rzeką, nad morzem czy w górach ojciec ma wiele sposobności do lepszego odkrywania siebie samego. Zauważa jedną czy drugą swoją słabość, poznaje swoje emocjonalne czy fizyczne granice, sięga do głębi swojego charakteru, sprawdza poziom silnej woli. Przy pojawiających się trudnościach czy wyzwaniach odkrywa, niekiedy uśpione, talenty, umiejętności. W programie dnia aż roi się od przeszkód, nazywanych przez organizatorów pieszczotliwie „atrakcjami". Tato nie może wówczas zbierać zespołu do naradzenia się, jak sobie z tą atrakcją poradzić, nie może też pójść na łatwiznę, oczekując polecenia od żony, co ma zrobić. Po prostu musi działać, podejmować decyzje i znosić ich konsekwencje. Najczęściej szybkie i bezpośrednie, w postaci komentarza dziecka: Super, tato, dajemy radę" lub „Tato, znowu wjechaliśmy w krzaki". 

Ojciec odkrywa też na nowo umiejętność ręcznego pisania listu (do dziecka) i wyrażania uczuć. Dla zdecydowanej większości ojców pisanie listów to zajęcie rzadko praktykowane. 

Na liście odkrywanych skarbów w samym sobie, tato znajdzie również wytrwałość, współpracę, wdzięczność  (i umiejętność jej okazywania). Te trzy wartości są jednocześnie fundamentem każdej Wielkiej Przygody z Tato.Net. Stanowią nie tylko program poszczególnych dni, ale również kierunek dalszego działania i rozwoju każdego taty. 

Dziecko  

Odkrywca zauważa rzeczy, których inni, lub przynajmniej on sam, jeszcze nie znali. W czasie Wielkiej Przygody tak u taty, jak u dziecka pojawić się mogą „momenty aha". Tato, widząc w określonych sytuacjach zachowanie dziecka inne niż się spodziewał – kiedy na przykład dziecko zareagowało na przeszkodę na rzece w sposób nadzwyczaj sprytny – myśli: „aha, tego nie wiedziałem". 

Ojciec może też odkryć nieznane mu zachowanie, umiejętności, uzdolnienia dziecka. Ponieważ dzieje się to z zasady przez cichą obserwację, w warunkach naturalnych, dziecko nie ma wrażenia bycia przepytywanym, a tacie przynosi satysfakcję, że lepiej poznaje swoje dziecko. 

Naturę 

To być może najbardziej kontrastowy element wielkoprzygodowego odkrywania. Ojciec przed wyjazdem spotyka się z opisami typu „Poznasz piękno przyrody, uroki rzeki, gór; zachwycisz się śpiewem ptaków". Przypuszczalnie tylko dla jakiejś części mężczyzn powoduje to przyspieszenie bicia serca i chęć natychmiastowego przeżycia tego spotkania z naturą. Dla wielu będzie to po prostu patetyczne zdanie z broszury turystycznej. Tymczasem w czasie Wielkiej Przygody nie da się przejść obojętnie wobec otaczającej uczestników natury. Wspólna gimnastyka odbywa się na zewnątrz, na boso, na mokrej od rosy trawie. Płynie się na rzece, wspina się po górach, surfuje po morzu. Posiłki przyjmuje się z menażki, siedząc pod prostą wiatą, piosenki śpiewa się przy ognisku. Jeśli ktoś od rana do wieczora nie zorientował się, że spędza czas w naturze, to najpóźniej dowie się o tym, kiedy spojrzy w niebo. Odkryje wtedy, że z jego domowego balkonu tylu gwiazd nie widać... Duet tato & dziecko w sposób bezpośredni odkrywa naturę, nawet kiedy się tego nie planowało czy nie jest się jej miłośnikiem. 

Wolność  

Dla niejednego ojca zadziwiającym odkryciem może być poczucie wolności, jakie niesie „abstynencja cyfrowa" w czasie trwania Wielkiej Przygody. Ojcowie umawiają się, że podczas wspólnego przebywania telefony komórkowe przełączone są w tryb samolotowy. Działa budzik, aparat fotograficzny, ale nie da się telefonować ani łączyć z internetem. Dzięki temu prostemu zabiegowi i silnej woli tato i dziecko odkrywają moc wolności od internetu, telefonu, mediów. Do tego odkrycia, jakby bonus, dołączają się inne wolności – od rozpraszających impulsów, treści, od używek, wygody, zachcianek, od codziennych spraw, trudności. Tato po prostu spędza trzy dni ze swoim dzieckiem i grupą innych duetów tato & dziecko. Nie ma czasu, ochoty ani potrzeby psucia tego czasu zewnętrznymi rozproszeniami. Trudno o lepszy jakościowo czas pomiędzy ojcem i dzieckiem. 

Różnorodną wspólnotę 

Niektórzy ojcowie i ich dzieci odkrywają, że Wielka Przygoda to przestrzeń na poznanie ludzi innych niż oni sami. Jest to też możliwość odkrycia nowego regionu i miejsca, krajobrazu, natury, architektury, kultury. 

Prawdziwym prezentem dla taty może być odkrycie korzyści płynących z przebywania we wspólnocie ojców. Ojców z tym samym celem, jakim jest dobro dziecka. Od tych ojców można czerpać pomysły na spędzanie czasu z dziećmi, na aktywności. Można inspirować się przykładami dobrych postaw, rozwiązań, narzędzi do stawania się lepszym, skuteczniejszym tatą. 

Doświadczenie społeczności  

Na warsztat Wielka Przygoda ojcowie trafiają różnymi drogami. Niektórzy z polecenia, inni z relacji prasowych, z sobotniego newslettera Dariusza Cupiała, założyciela Tato.Net, inni ze spotkań lokalnego Ojcowskiego Klubu czy różnych warsztatów dla ojców, jeszcze inni z własnych poszukiwań w internecie. 

Najbardziej zaskakującym odkryciem bywa rozpoznanie wartości i skali działania społeczności Tato.Net. Część Wielkich Przygód powstaje w kooperacji z inicjatywami wspierającymi zaangażowane ojcostwo, takimi jak Fundacja Przystań i Walcz. Dla uczestników warsztatu Wielka Przygoda odkryciem jest też sprawność działania, liczba organizowanych spływów kajakowych i przede wszystkim osobista służebna, pomocna postawa organizatorów. Niejeden ojciec jest zdziwiony i ucieszony wsparciem, jakie otrzymują załogi tato & dziecko. 

Wielka Przygoda okazuje się być czymś znacznie większym, szerszym i głębszym niż po prostu wyjazdem ojca z dzieckiem „na kajaki", „w góry", „nad morze". Takie niejednokrotnie są i mogą być oczekiwania i założenia przed (pierwszym) uczestnictwem w tym warsztacie. Rzeczywistość jest jednak taka, że na ten wyjątkowy dla relacji ojciec-dziecko czas jedzie się jako tato-uczestnik, ale wraca się jako tato (i dziecko z resztą też) – odkrywca. 

Oceń ten artykuł:
brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 5.0- liczba głosów: 7

Komentarze

Wesprzyj Tato.Net
Przekaż 1% podatku