Oparcie w codziennej walce

"Jako aktor mogę powiedzieć, że nie można ojca udawać, być nim na niby. - mówi na Forum Tato.Net Jakub Kornacki, aktor i muzyk. - Można wiele rzeczy w życiu zagrać, ale ojcostwa nie można traktować jak aktorskiej roli. Będąc człowiekiem nieuporządkowanym wewnętrznie, nie można nagle stanąć przed drzwiami domu i powiedzieć sobie: 'Dobra, wchodzę i od teraz będę dobrym ojcem'. W moim życiu relacje z ojcem były dla mnie kluczowe. Jeżeli my nie doświadczymy ojca, który jest obecny w chwilach sukcesu, który chwali, który mówi: 'Synu, dobrze robisz', to nie będziemy wiedzieć, jak to przekazać naszym dzieciom".

 

W dzieciństwie mój ojciec często był nieobecny. Pracował w innym mieście, większość czasu spędzał poza domem. Ja i moje siostry przebywaliśmy na co dzień głównie z mamą. A kiedy już ojciec był w domu, to był wobec mnie bardzo surowy. Zwracał uwagę tylko na to, co było nie po jego myśli. To, że się dobrze uczyłem, nigdzie po nocach nie szwendałem, było dla niego normalne. Natomiast uwagę potrafił zwrócić tylko wtedy, kiedy coś było nie tak. „Tato, dostałem czwórkę z plusem” – mówiłem. A w odpowiedzi słyszałem: „A dlaczego nie piątkę?”. I tak to wyglądało.

Kiedy odniosłem mój największy życiowy sukces w tamtych czasach, czyli dostałem się na studia do szkoły teatralnej, przyszedłem dumny do ojca, żeby się pochwalić. Pamiętam to jak dziś. Stał w takim białym fartuchu, przy oknie. Mówię: „Słuchaj, dostałem się”. A on: „I co, będziesz chałtury po wsiach robił?”.

Gdy moja córka była mała, w niektórych wychowawczych sytuacjach kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Uważałem, że moja pierwsza reakcja na pewno jest zła. Miałem to zakodowane w mózgu – pierwsza reakcja jest zła, bo nauczyłem się jej po ojcu. Co z tym robić? Szukaliśmy z żoną pomocy w rozwiązywaniu podobnych problemów i pewnego razu zaprosiliśmy do naszego domu księdza. Powiedział tak: „Słuchajcie, ja tu na środku stawiam krzesło i teraz na tym krześle sadzam Jezusa. Zaproście Go do siebie i podziękujcie Mu za wszystko, za miłość, jaką dla was przygotował”. Tak zrobiliśmy i od tego momentu zaczęły się dziać cuda w naszym życiu.

Zauważyłem też, że pokój, mądrość i uporządkowanie przychodzi do mnie w chwilach samotności. Przynajmniej raz do roku wyjeżdżam, by spędzić kilka dni sam ze sobą. Czuję, że jest mi to potrzebne. Biblia mówi: „wyprowadzę ją na pustynię i będę mówić do jej serca” (Oz 2,16). Bóg chce mnie wyprowadzić na pustynię, bo tylko na niej usłyszę Jego głos. Głos, który mówi: „Kocham cię. Jesteś dla mnie ważny”.

Wychowując się wśród jakiegoś języka, dogłębnie poznajemy znaczenie jego słów. Dla nas, ludzi od dzieciństwa znających atmosferę Świąt, słowo „wigilia” ma tysiąc smaków, zapachów, dźwięków. Za to Eskimos, kiedy słyszy „wigilia”, kojarzy ją jako po prostu „dzień przed”. Podobnie jest z językiem miłości. Jeśli w domu się tego języka nie doświadczyło, może być ciężko go później zrozumieć. Kiedy ja słyszę, że Bóg mnie kocha, to nie wiem, o co chodzi, bo obraz Boga mam taki, jaki miałem obraz swojego ojca.

Moje życie jest walką o odzyskiwanie obrazu. O to, żeby sobie przypominać, że on jest kochającym ojcem. I jeżeli ja w sobie tego poczucia nie zbuduję, co może przyjść tylko przez relację z Bogiem, to będzie walka. Codzienna walka. Na przykład dziś rano w hotelu wygrałem walkę z ciastkiem. Mieliśmy śniadanie, a do nich takie piękne ciasta… Tydzień temu, po powrocie z Francji, powiedzieliśmy sobie z żoną, że nie jemy już ciast. A dziś rano te ciasta mnie osaczyły, kusiły, ale pokonałem je. Jestem z tego dumny (śmiech).

Trudniej wygrać walkę z kieliszkiem, z papierosem. Z nałogiem, któremu się oddajesz, który cię zniewala. To wszystko jest ciągłą walką. Również z tym, by żonie podczas kłótni nie odpowiedzieć tym samym, tylko się uśmiechnąć i powiedzieć: „Tak, kochanie”. Ale jeżeli mam świadomość, że walczę po stronie Zwycięzcy, to jest łatwiej. Widziałem kiedyś człowieka w koszulce z napisem On jest ze mną”. Gdyby nie On, to nawet bym się nie zastanowił nad tym, co to znaczy być ojcem.

Dziecko przychodzi do mnie i mówi „tato…” – dla mnie to jest piękne. Odcienie tego słowa, w jakich córka je wypowiada. Wiele razy nie zwracałem uwagi, byłem czymś zajęty. Na córki „tato…” odpowiadałem: „Za chwilę”. Ale przecież za chwilę już tego nie będzie, to minie. Zrozumiałem, że muszę przestać być z dzieckiem na moich warunkach. Kiedy po jakimś czasie przyjdę do niej i powiem: „Dobra, teraz mam czas dla ciebie, słucham cię”, to ona będzie już mieć swoje sprawy, beze mnie. Ważne jest, żeby być z dzieckiem na jego warunkach. Kiedy przychodzi ze swoim „tato…”, muszę odłożyć wszystko i powiedzieć: „Słucham cię, jestem dla ciebie”. Bo taki jest Bóg.

Podzielenie się doświadczeniem swojego życia dużo kosztuje, ale myślę, że w rodzinie równie dużo kosztuje przyznawanie się do własnych błędów i przeproszenie: „Synu, córko, nie miałem racji, przepraszam”.  W późniejszym wieku mężczyźni już to rozumieją. Kiedy kolano cię boli na stoku, zaczynasz rozumieć, że jednak nie masz mocy zapanować nad wszystkim, nie zawsze masz rację. To jest ciężka, ale bardzo cenna droga przyznawania się do własnych słabości, droga pokory.

Forum Tato.Net to doroczny, międzynarodowy kongres ojcowski, dający uczestnikom inspirację, wiedzę i możliwość wymiany dobrych praktyk. Edycja V odbyła się w 2013 roku w Krakowie pod hasłem „Miłość i odpowiedzialność”. Ze wszystkimi konferencjami tego Forum można zapoznać się tutaj.

 

Przeczytałeś? Działaj:

  1. Zastanów się, jaki obraz ojca nosisz w sercu i jaki chcesz przekazać swoim dzieciom? Co, Twoim zdaniem, buduje Twój autorytet w rodzinie?
  2. Jaka jest Twoja pierwsza reakcja, gdy Twoje dziecko woła Cię lub przychodzi do Ciebie, by porozmawiać czy prosić o pomoc? Co planujesz zrobić, by w tym obszarze być coraz lepszym ojcem?

Wesprzyj Inicjatywę Tato.Net

w budowaniu kultury odpowiedzialnego ojcostwa Chcę wesprzeć Tato.Net
Jakub Kornacki

Autor

Jakub Kornacki

Ojciec trójki dzieci, aktor teatralny i filmowy, ukończył PWST w Krakowie, muzyk (zespół Kanaan).