Wiosłujemy w jednym rytmie, czyli Wielka Przygoda Taty i Syna

brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 4.9- liczba głosów: 16

Gdy uznany rzeźbiarz August Rodin zaproponował młodemu koledze po fachu, Constantinowi Brancusiemu, asystenturę, ten odmówił, twierdząc, że pod wielkim drzewem nic nie urośnie. Tak samo może być z autorytetem ojca. Może sprowadzać się tylko do wymagań, posłuszeństwa i egzekwowania władzy rodzicielskiej. Ale czy to jest skuteczne i wystarczające? Czy to buduje prawidłową relację i więź między tatą a dzieckiem Postanowiłem już więcej nie być wielkim drzewem, przysłaniającym wzrost innego. Moim narzędziem w budowaniu relacji stał się kajak.

Dzisiaj wypłynąłem z moim czternastoletnim synem Filipem w trzydniowy spływ kajakowy – Wielka Przygoda z Tato.Net. Oprócz tego, że to była naprawdę wielka przygoda, to przede wszystkim było to długo wyczekiwane spotkanie ojca z synem. Mam piątkę dzieci - córkę i czterech synów w wieku od roku do dwudziestu lat. Jeszcze kilka lat temu decyzja udziału w takiej ekspedycji mogła by się wydawać nieprzemyślana i sprawiać wrażenie nieodpowiedzialnego wyróżniania jednego z dzieci. Teraz wiem, że jest inaczej.
 

 

Dawniej kładłem akcent na wspólnotę rodzinną i nie wsłuchiwałem się w indywidualne potrzeby dzieci. Będąc ojcem nastolatków, trzeba być gotowym na wiele wyzwań, a także rozczarowań.

Będąc z zawodu rzeźbiarzem i nauczycielem, posługuję się wyobraźnią, dłutem i wieloma innymi narzędziami. W ojcostwie nastolatków moim narzędziem stał się kajak. Chociaż obecnie mam troje nastolatków, każdorazowo do kajaka mogę zaprosić tylko i aż jedno ze swoich dzieci. Jakie korzyści płyną z takiego podejścia? Ile znaczy dla dziecka ojciec na wyłączność?

Czas „jeden na jeden” podkreśla wyjątkowość dziecka, a ojcu pozwala nawiązać z nim osobistą relację. Daje możliwość wzajemnego słuchania. Pozwala wejść do świata dziecka, zobaczyć, jak i czego doświadcza. Na takiej wyprawie ojciec może przejrzeć się w dziecku jak w zwierciadle. Odkryłem to kilka lat temu na spływie z najstarszym synem Mikołajem, kiedy był nastolatkiem, a ja w  dobrej wierze próbowałem go „naprostować”. Czas był tak trudny, że wsiadanie do jednego kajaka dwóch mężczyzn naładowanych tak negatywnymi emocjami wydawało się szaleństwem. Ale okazało się, że ta niewielka wspólna przestrzeń, z której nie można wysiąść, którą trzeba wspólnie kierować, aby dotrzeć do celu to genialny pomysł.

Wtedy zrozumiałem, że kluczem w relacji z nastolatkiem są trzy rzeczy:

Po pierwsze, słuchać. Musisz przestać krytykować, bo nie po to tu jesteś. Poza tym istnieje ryzyko, że wtedy będziesz wiosłować sam.

Po drugie, słuchać. Siedząc z tyłu, musisz wejść w rytm wiosłowania dziecka. Drugiego dnia dziecko samo będzie się wsłuchiwać w Twój rytm, żeby uniknąć kolizji.

Po trzecie, słuchać. Moja żona przypomniała mi przed wyjazdem „nikogo nie obchodzi, co myślisz. Masz tam siedzieć i go wysłuchać”. To prawda. Więc słuchaj, słuchaj i czekaj. Nic na siłę.

Rezultat zastosowania złotej zasady "mowa jest srebrem, milczenie złotem", przerósł moje oczekiwania. Pokonaliśmy razem z najstarszym synem kryzys i odzyskaliśmy relację, a dziś budujemy silną więź. Słuchać, to nie to samo, co słyszeć.

Jutro płyniemy do Drohiczyna. Teraz czas na kolację z Filipem. Zrobimy to, co lubi. Potem przegadamy cały wieczór, ale tym razem ja będę więcej słuchał.


Zapraszamy do zobaczenia i komentowania foto-relacji z warsztatów przygodowych Wielka Przygoda dla taty i syna nastolatka na tablicy facebook.

Tagi:

August Rodin relacje rozmowa słuchanie warsztaty Tato.Net Wielka Przygoda wychowanie
Oceń ten artykuł:
brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 4.9- liczba głosów: 16

Komentarze

Wesprzyj Tato.Net
Przekaż 1% podatku