Jak mówić dziecku o swoich uczuciach? O emocjach w życiu ojca

brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 5.0- liczba głosów: 22

Z pewnością nierzadko w dzieciństwie słyszeliśmy i sami powtarzamy naszym dzieciom sformułowania typu „nie denerwuj się” lub „nie stresuj się” lub słynne „po co się złościsz?”. Niestety, często zdarza się, że takie zasłyszane w dzieciństwie nakazy i zakazy skutkują nagromadzeniem niewypowiedzianych emocji, co nierzadko potrafi przerodzić się w poważniejsze zaburzenia nerwicowe czy depresyjne. Mówienie o emocjach jest więc naturalnym elementem profilaktyki zdrowotnej.

Coraz częściej słyszy się, że umiejętność mówienia o swoich uczuciach jest bardzo ważna. Również w życiu mężczyzny, bo zdolność ta nie ogranicza się tylko do kobiet. Pytanie, które musimy sobie postawić, nie brzmi więc „czy mówić”, ale „jak mówić”, żeby być usłyszanym, a co ważniejsze zrozumianym przez drugą osobę. Wydaje się również, że istotne jest, aby mężczyzna potrafił porozumiewać się w ten sposób nie tylko ze swoją żoną, ale także jako ojciec ze swoimi dziećmi. Dlaczego?

3 korzyści, jakie płyną z mówienia do dziecka językiem emocji

Po pierwsze, w psychologii od dawna znane jest pojęcie modelowania zachowań, uznane przez Alberta Bandurę, znanego behawiorystę, za drugi, obok warunkowania, podstawowy sposób uczenia się. Oznacza to, że uczymy się poprzez obserwację. Widzimy, a następnie powtarzamy zachowanie. Jeżeli więc dziecko słyszy ojca mówiącego językiem emocji, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie powtarzało taki sposób komunikacji w przyszłości.

Po drugie, język emocji jest jedną z najskuteczniejszych metod komunikacji i wywierania wpływu. Niestety, często media czy politycy wykorzystują tę wiedzę w niekoniecznie słusznych celach. Nie zmienia to jednak faktu, że język emocji może pomóc nam, ojcom, skuteczniej komunikować się z dziećmi. I na odwrót. Okazuje się bowiem, że nierzadko, nazywając jakąś emocję, wywieramy na słuchaczu większe wrażenie, niż mówiąc pod jej wpływem. Ale o tym więcej za chwilę.

Po trzecie, uczenie języka emocji może mieć bardzo dobry wpływ na psychikę dziecka i jego funkcjonowanie w przyszłości. Mówienie o emocjach stanowi bowiem jeden ze sposobów naturalnej ekspresji. Dzięki temu nie dopuszczamy do sytuacji nagromadzenia emocji, szczególnie tych trudnych, o których najczęściej niewygodnie nam mówić, takich jak złość czy smutek. A zakładam, że nierzadko w dzieciństwie słyszeliśmy i sami powtarzamy naszym dzieciom sformułowania typu „nie denerwuj się”, lub „nie stresuj się” lub słynne „po co się złościsz?”. Zwroty takie są o tyle bez sensu, że na nasze emocje nie mamy wpływu. Innymi słowy: są one biologicznie uwarunkowane, a więc niezależne od naszej woli. To, na co mamy realny wpływ, to sposób zachowania się w odpowiedzi na odczuwane emocje. Niestety, często zdarza się, że takie zasłyszane w dzieciństwie nakazy i zakazy skutkują nagromadzeniem niewypowiedzianych emocji, co nierzadko potrafi przerodzić się w poważniejsze zaburzenia nerwicowe czy depresyjne. Mówienie o emocjach jest więc naturalnym elementem profilaktyki zdrowotnej.

Jak mówić o emocjach? Konkretne wskazówki

W psychologii zwykliśmy mówić o konkretnym modelu, który sam w sobie jest świetnym kierunkowskazem na drodze do opisywania emocji, a który określa się mianem UFO. Jest to akronim, więc każda kolejna litera oznacza jedno słowo. Litera „U” odsyła nas w tym wypadku do słowa „Uczucie”. Chodzi o to, żebyś mówił o swoich uczuciach w pierwszej osobie, np. „złoszczę się” (czyt. złoszczę się ja, a nie ktoś inny) lub „cieszę się”. Błędem jest mówienie np. „jestem wkurzony”. Dlaczego? Takie sformułowanie sugeruje permanentny czas trwania Twojego uczucia, które z zasady nie utrzymuje się wiecznie. Ważne jest też, żebyś za swoje uczucia brał odpowiedzialność, a więc starał się unikać sformułowań typu „to jest denerwujące”, a mówił po prostu „denerwuję się”. „F” to „Fakt”. Chodzi o to, żebyś, mówiąc o uczuciu, odwoływał się do sytuacji, której realnie doświadczyłeś a nie do Twojej oceny zdarzeń. Przykład z życia: jest różnica pomiędzy wyrażeniem „nie szanujesz mnie, kiedy nie odbierasz telefonu” a „dzwoniłem 3 razy, a Ty nie odebrałaś”, prawda? Otóż pierwsze to Twoja ocena rzeczywistości, drugie to odwołanie się do faktu. Wierz mi, zamiana w komunikacji oceny na fakt to wielka oszczędność nerwów w relacji z drugą osobą. Trzecia litera skrótowca UFO oznacza „Oczekiwanie”. To w komunikacie trzeci element, który może, ale nie musi zaistnieć. Chodzi o to, żebyś w obliczu doświadczanej sytuacji wyraził swoje oczekiwanie co do zachowania drugiej osoby w przyszłości i w ten sposób uniknął jednego z trudnych w obliczu kłótni pytań: „Czego ty tak naprawdę chcesz?”.

Ćwiczenie czyni mistrza

Pamiętaj więc, że mówienie o swoich emocjach w stosunku do dziecka skutkować będzie szeregiem konkretnych korzyści zarówno dla Waszej wzajemnej relacji, jak i dla każdego z Was z osobna. Na warsztatach z komunikacji, podczas których uczę między innymi o „UFO”, często słyszę ze strony uczestników powątpiewanie, czy aby mówienie w tym kluczu nie jest sztuczne. Kiedy jednak siadają oni naprzeciwko siebie i zaczynają realnie ćwiczyć, natychmiast zmieniają zdanie. Was też, drodzy ojcowie, zachęcam do tego, żebyście ćwiczyli ze swoimi dziećmi i przekonali się o tym na własnej skórze!

Oceń ten artykuł:
brak ocen dla tego artykułu
średnia ocena: 5.0- liczba głosów: 22

Autor: Redakcja Tato.Net

Komentarze

Wesprzyj Tato.Net
Przekaż 1,5% podatku