Dowodzi setkami żołnierzy, ale to ojcostwo jest jego misją specjalną

Wydawałoby się, że bycie żołnierzem wojsk specjalnych, to szczyt wytrwałości i siły. A jednak to ojcostwo jest najtrudniejszą z misji, która nigdy się nie kończy. To misja, którą trudno z góry zaplanować. Rozmawiamy o tym ze zdobywcą Statuetki MAX - pułkownikiem Pawłem Wiktorowiczem, dowódcą 9 Łódzkiej Brygady Obrony Terytorialnej, ojcem trójki dzieci.  

Wojciech Kosiewicz, Tato.Net: Na początek krótkie pytanie: Co jest trudniejsze w życiu – wojskowy poligon czy ojcostwo?

płk Paweł Wiktorowicz: Zdecydowanie bycie ojcem. My wojskowi bardzo lubimy planować i zawsze bierzemy pod uwagę kilka wariantów działania. Oceniamy ryzyko powodzenia operacji i wybieramy najbardziej efektywną opcję. W wojsku to się sprawdza z mniejszym lub większym sukcesem, a z wychowywaniem dzieci jest jak z chodzeniem po polu minowym. Każdy wariant, który wydaje ci się najlepszy, w ciągu sekundy może okazać się niewypałem. Jest nieprzewidywalny. Wiele strategii, które obmyśleliśmy sobie  z żoną na początku naszego związku odnośnie dzieci, po prostu się nie sprawdziło. Dzieci to żywe organizmy, co do których nie da się tak łatwo ułożyć jakiegoś planu. Ojcostwo to totalny kosmos na który nigdy nie jestem gotowy. W wojsku jest inaczej.

W jednym z artykułów w internecie znalazłem kilka powodów dla których warto być ojcem. W jednym z mich napisano, ze bycie ojcem sprawi, że poczujesz się jak supermen. Proszę się odnieść do tego.

Co to znaczy być supermenem? To znaczy,  że musisz być super, pokazać na co cię stać. Samo mówienie, że jesteś tatą i masz mnie słuchać – nic nie daje. W ten sposób nie buduje się autorytetu. To samo jest w wojsku. Założenie munduru generała nie przysparza autorytetu, bo może go mieć i „zwykły” starszy szeregowy. Postawa ojcowska zawsze będzie  lepiej lub gorzej naśladowana przez dzieci. Musimy to wiedzieć. Jeżeli mamy wady, to nasze dziecko też będzie na to podatne. Oczywiście, w druga stronę również to działa. Dla mojego trzyletniego syna mundur nie kojarzył się dobrze, bo rzadko bywałem w domu. Nie podobały mu się nasze rozłąki. Dziś bierze pod uwagę opcję, że pójdzie do wojska. Jestem więc dla niego jakimś autorytetem.

>>> „Mocni ojcowie trzymają się razem” – zapisz się już dziś na Forum Tato.Net! <<<

Jakie zadanie bojowe było więc najtrudniejsze dla pana?

Miałem parę przypadków, w których otarłem się o śmierć, zarówno pod wodą, jak i w powietrzu.  Najtrudniejsze jednak chwile przeżyłem w Stanach Zjednoczonych, kiedy przebywałem na rocznym kursie z dala od rodziny razem z komandosami z różnych części świata. Przez sześć tygodni zabroniono nawet używać nam telefonów. Brak kontaktu był najgorszy. Pomimo, że kurs był strasznie obciążający fizycznie, to nie to było najgorsze. Nie było tam nawet podziału na dzień i noc. Dogorywałem psychicznie, bo martwiłem się o swoja rodzinę. Obliczałem czas i myślałem, co w danej godzinie robią w Polsce. Czy wstają i jedzą śniadanie? A może jadą do szkoły? Ze swoimi najbliższymi łączyłem się patrząc w gwiazdy. Tak sobie myślałem, że oni też patrzą w gwiazdy…  To mnie uspakajało. Kiedy mogłem już porozmawiać z rodziną, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

Co więc wniosło wojsko do pana ojcostwa? Co jest najważniejsze?

Na pewno dużo pokory i cierpliwości. Ta ostatnia jest kluczem do sukcesu. Pamiętam, jak babcia mi powtarzała, a wiedziała co mówi, bo miała dziewięcioro dzieci: w wychowaniu potrzebny jest spokój i opanowanie. Dzieciom trzeba tłumaczyć sto razy i nie należy przejmować się, że nie rozumieją. Za sto pierwszym razem zrozumieją. Służąc w wojsku również jestem ojcem. Ponieważ bardzo nie lubię karać, często swoim żołnierzom tłumaczę, co mi się podoba, a co nie. Siadamy więc i rozmawiamy. Nie jeden z żołnierzy podczas takiej rozmowy potrafił  po prostu zapłakać. Niektórzy woleli karę od rozmowy. Widocznie do nich to docierało.

Jaka rolę w pana życiu pełni wiara? W jaki sposób rozmawia pan z Bogiem?

Wiara towarzyszy mi od dziecka i pełni ważną rolę w moim życiu. Jestem zwolennikiem modlitwy własnymi słowami. To co najprostsze jest najlepsze. Proszę przypomnieć sobie taktykę Kazimierza Górskiego: skrzydło, wrzutka, gol! To niewątpliwie się sprawdzało. Im prostsza taktyka, tym lepsze efekty. Oczywiście uczestniczę we mszach świętych. Jeżeli czegoś pragnę, zawsze staram się oferować Bogu modlitwę. To czyni mnie lepszym. Modlę się przed ważnymi przedsięwzięciami, co mi daje ogromną siłę. W pewnym momencie życia zdałem sobie sprawę, że żadne awanse i kariera nie są najważniejsze. Liczy się zdrowie i o to teraz przede wszystkim się modlę.

Nie tak dawno został pan wyróżniony przez Inicjatywę Tato.Net Statuetką MAX. Czym jest ona dla pana?

To znaczy, że chyba jestem tatą na maksa (śmiech)! Jeden z kolegów żartował, że to taki Oscar w dziedzinie ojcostwa.

>> „Mocni ojcowie trzymają się razem” – zapisz się już dziś na Forum Tato.Net! <<<

 

 


Paweł Wiktorowicz
– żołnierz Wojsk Specjalnych, pułkownik Wojska Polskiego, dowódca 9 Łódzkiej Brygady Obrony Terytorialnej (dowodzi około 700 żołnierzami i pracownikami Resortu Obrony Narodowej); żonaty, ojciec trójki dzieci (córka i dwóch synów).

 

Wojciech Kosiewicz – absolwent teologii oraz politologii UWM w Olsztynie, były dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”, aktualnie jest katechetą w Gietrzwałdzie.

Sprawdź również:


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /virtual/10_fcm/2016/_http/www/tato.net/wp-content/themes/tatonet-child/single-czytelnia.php on line 224