Zabawy umysłowe z przedszkolakiem, do których nie potrzebujesz dosłownie niczego

Aby się dobrze bawić, twórczo spędzać wspólny czas, potrzebne jest coś bardzo drogiego. Nazywa się to wyobraźnia. Przedstawiam proste propozycje, które w oczach dziecka okazują się być więcej warte niż cała półka klocków, figurek itd.

W dzisiejszych czasach dzieci coraz bardziej bywają przyzwyczajane do tego, że by się bawić potrzebne są zabawki. I to nie byle jakie – drogie zabawki, coraz droższe. W tym artykule pokażę ci, że jest jeszcze… gorzej!

To prawda – aby się dobrze bawić, twórczo spędzać wspólny czas potrzebne jest coś bardzo drogiego. Nazywa się to wyobraźnia. Wydaje się że każdy ją ma, chociaż czasem bywa zakurzona, mało używana. W wielu artykułach na portalu Tato.net znajdziesz inspiracje do tego, jak ćwiczyć tę coraz rzadką wśród ludzi cechę. Natomiast w tym tekście przedstawiam proste propozycje, które w oczach dziecka okazują się być więcej warte niż cała półka klocków, figurek itd. Uważaj, bo każda z tych zabaw mimo pozornej prostoty jest bardzo wciągająca, uzależniająca. Dodatkowo może się wiązać z pewnymi pułapkami!

Zgadywanie, czyli „powiedz, o czym myślę”.
Wydaje się niemożliwe? Nie dla super taty! Oczywiście raczej trudno jest zgadnąć „z marszu” – rzucając ot tak różne słowa, licząc, że trafimy akurat w to, co pomyślało dziecko. Dlatego wersja podstawowa gry polega na zadawaniu pytań zamkniętych (czyli takich, na które można odpowiedzieć tak, nie, lub nie wiem). Dzięki nim zawężamy krąg poszukiwań: „czy to jest jakaś rzecz?”, czy to jest u nas w domu? Czy używamy tego codziennie? I tak dalej, aż dojdziemy do rozwiązania. Nie denerwuj się na dziecko, które w trakcie gry zmieni przedmiot do zgadnięcia albo kilka razy na różne sposoby odpowie na takie samo pytanie – to pokazuje pewną dynamikę jego umysłu, to, jak widzi rzeczywistość, z samych odpowiedzi na twoje pytania możesz się wiele dowiedzieć, o tym jak widzi ciebie i najbliższy świat.

Wąż, czyli przedostatnia litera.
Zabawa stara jak świat, ale… z pewną modyfikacją. Pewnie co najmniej raz w życiu bawiłeś się w to – pierwsza osoba mówi jakieś słowo, a następna – słowo zaczynające się na ostatnią literę, i tak dalej, można powiedzieć „do znudzenia”. No właśnie. W tradycyjnej wersji tej zabawy znudzenie pojawia się dosyć szybko, zwłaszcza jeśli chodzi o język polski. Jak zapewne zauważyłeś lub zauważysz – w naszym języku występuje duża dysproporcja pomiędzy ‚a’ a innymi literami kończącymi słowa. Dlatego też nasza rodzinna tradycja to gra, którą nazwaliśmy po prostu „Przedostatnia litera” – co prawda literka ‚i’ oraz ‚e’ występuje w niej trochę częściej niż inne literki, ale i tak jest to już o wiele lepsze niż grać kiedy co drugie słowo musisz zaczynać na ‘a’, plątać się między aligatorem, arbuzem, agrafką i azbestem.
Ciekawe modyfikacje tej gry to: zestaw tematyczny – czyli można powiedzieć tylko słowo związane z jakimś tematem (np. sport, jedzenie, podróże) lub gra na czas – dajemy sobie 5 sekund na odpowiedź.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa