Wsparcie aniołów

  • 29/12/2017

Stawiając czoła wielu zagrożeniom, jakie niosą za sobą dzisiejsze czasy, nie możemy tracić odwagi. Te zagrożenia są realne, a na ich działanie narażone są w szczególności nasze dzieci. Dotyczą one zarówno duszy, jak i ciała. Musimy przy tym wszystkim pamiętać, że to Pan powołał nas do zwycięstwa w walce ze złem, z którym na co dzień mierzymy się my i nasze dzieci.

Mogę śmiało powiedzieć, że jestem wdzięczny Bogu za spotkanie w moim długim już życiu wielu ludzi, którzy wyszli z tej walki zwycięsko. Udało im się wychować dzieci w atmosferze zdrowia i bezpieczeństwa zarówno duchowego, jak i cielesnego. Oczywiście wymaga to od nas użycia wszelkich dostępnych możliwości, wszystkich sił, którymi dysponujemy jako ojcowie. Na szczęście nie jesteśmy w tej walce osamotnieni. Są też aniołowie. Pamiętacie, kiedy rodzina Jezusa musiała uciekać do Egiptu? Był wówczas z nimi anioł, który kierował każdym krokiem św. Józefa. Ostrzegł go też przez okrutnymi planami Heroda, który chciał zniszczyć Mesjasza. Aniołowie wyprowadzili więc Józefa w bezpieczne miejsce. Po śmierci Heroda, aniołowie ponownie udali się do Józefa i powiedzieli mu, że może już bezpiecznie wrócić do Izraela. I tak dotarł do Nazaretu. Można dzięki temu interpretować ten fragment Ewangelii wg św. Mateusza jako moment, w którym Józef pozwolił wypełnić się proroctwu, które głosi „a będzie On nazwany Nazarejczykiem”.

Aniołowie chronili Jezusa, ale nie zapominali o opiece nad Józefem. Bez tej współpracy aniołów z Józefem, Jezus prawdopodobnie zostałby zabity przez wysłanników Heroda. Kiedy chronimy nasze dzieci, nie jesteśmy sami. Jest Pan, są Jego aniołowie, którzy nas chronią i prowadzą, ale nie zapominajmy przy tym o własnym zaangażowaniu i wkładzie w tę relację. Właśnie dzięki temu możemy nazywać się ojcami.

Kiedy Jezus miał 12 lat, zgubił się w Jerozolimie. Jego rodzice po długich trzech dniach poszukiwań odnaleźli go nauczającego w synagodze. Maryja spytała „Synu, czemuś to nam uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” Jest tu mowa o sercu matki pełnym bólu. Widzimy, że w takich momentach nawet serce Matki Bożej potrafi być pełne niepokoju. Co ciekawe, jest to też jedyne zdanie w Ewangelii, w którym Józef bezpośrednio nazywany jest ojcem Jezusa. Właśnie w tym miejscu, w którym z niepokojem szuka Jezusa i martwi się, nazywany jest ojcem. Jesteśmy ojcami, ponieważ dajemy dzieciom życie, ale to, co tak naprawdę czyni nas ojcami, jest troska o nasze dzieci.

Chronić i prowadzić nasze dzieci możemy na wiele sposobów. Praktycznie wszystko, czym jesteśmy i wszystko co robimy jest swego rodzaju wezwaniem, by chronić nasze dzieci. Chciałbym przytoczyć ważne w tym kontekście przysłowie, które zaczerpnąłem z języka rumuńskiego – „życie bez słów jest ważniejsze, niż słowa bez życia”. Życie, nawet ciche, jest pomocne, a słowo, nawet wykrzyczane, ale bez ducha, może czasami przeszkodzić. Ale jeśli życie i słowo spotkają się razem, będą stanowić podstawę każdej filozofii.

Aby być przykładem dla naszych dzieci musimy się naprawdę mocno starać. Pamiętajmy jednak przy tym, że doskonałym przykładem nigdy nie będziemy – Doskonały Ojciec jest tylko jeden. Miejmy więc pragnienie, by nasze dzieci były lepszymi ludźmi, niż my jesteśmy. Zatem nie tylko mamy być przewodnikami, ale również pośrednikami. Pośrednikami w relacji między naszymi dziećmi, a Jezusem, który jest Nauczycielem Dobrym.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa