Wędka? A czemu nie sieć?

  • 22/12/2017

Facet z natury lubi być wsparciem.

Od jakiegoś czasu przyzwyczajeni jesteśmy do działania według teorii wspierania polegającej na dawaniu wędki zamiast ryby. Nikogo już nie dziwi, że powinno się unikać podawania osobom potrzebującym ryby tak po prostu, w koszyku.  Łatwo nam przyszło zgodzić się z nową modą i szukać pomysłów, jak by tu wspierać tych słabszych, z trudnych rodzin czy w ciężkiej sytuacji życiowej za pomocą wędek. Prześcigamy się więc w wyszukiwaniu urządzeń (wędzisk) do łowienia gruntowego, spławikowego, na muchę, spinning czy nawet z pod lodu.

Mężczyzna wie lepiej.

           Jedna rzecz przy tym chyba nie zmienia się od wielu lat. To, że najczęściej właśnie osoby pomagające wiedzą czego potrzebuje wspierany. Na siłę, z uporem nawet, starają się go tym uszczęśliwiać. Tak jak kiedyś tworzone były projekty oraz programy wyposażające w ryby różnych gatunków, smaków i wyglądów, tak i teraz na wzór tego przygotowuje się i prześciga w wymyślaniu działań obdarowywujących coraz dziwniejszymi wędkami.

           Tymczasem w pracy z osobami potrzebującymi wsparcia, wskazanym wydaje mi się całościowe postrzeganie ich życia. Tego w jak bardzo złożonej sytuacji z różnych powodów się znajdują oraz ich samych, jako ludzi, tak po prostu. Czasem wskazanym może być jednak podarowanie drugiemu człowiekowi konkretnej, potrzebnej mu rzeczy (ryby), by miał możliwość i siłę zdobywania dalszych dóbr w przyszłości. A to dopiero w końcu może spowodować u niego chęć zmiany. Trwałej oraz konsekwentnej – całego swego życia.

Jak powiedział Antoine de Saint-Exupery: „Jeśli chcesz zbudować statek, nie gromadź ludzi, by zbierali drewno i rozdzielali obowiązki, ale wzbudź w nich tęsknotę za rozległym i niekończącym się morzem…”

Moja wędka jest lepsza od twojej…

           Przykładem sposobu w jaki się to odbywa i mogło by mieć miejsce jest kwestia pomagania dzieciom na świetlicach czy osobom na trudnych osiedlach. Przyzwyczajeni jesteśmy do pomagania i wspierania w takim zakresie jaki jest dla nas wygodny i oczywisty a także na tyle na ile można na to znaleźć pieniądze. W klasycznym modelu wygląda to tak: pojawia się myśl – pomogę drugiemu człowiekowi. Następnie zastanawiamy się czego naszym zdaniem ten ktoś potrzebuje, później szukamy źródła finansowania naszej misji i przystępujemy do działania. Czwartym krokiem, jak się najczęściej okazuje jest zdziwienie, że pomoc nie działa, to znaczy nie działa tak jak oczekiwaliśmy.

Pomaganie = wychowywanie.

Kiedy ostatnio podczas jednego z paneli na temat trudności resocjalizacyjnych, rozważaliśmy z mężczyznami, czemu zaplanowana przez nich pomoc w formie dożywiania mieszkańców osiedla o charakterze „trudnego getta” nie przynosi skutku? Nie powoduje wzrostu zaufania oraz nie prowadzi do mobilizacji w zakresie zmian w codziennym życiu? Okazało się, iż zaplanowano klasyczną formę wspierania polegającą na wydawaniu ciepłej herbaty i słodkiej bułki, z oczekiwaniem, iż nawiązane relacje pozwolą budować zaufanie i staną się platformą rozmów motywujących do istotnych zmian. „Pomagacze” mieli swoje działanie i mobilizację w zamkniętej spec-grupie a wspierani nie za bardzo jedli, raczej nie zaufali no i na ewentualne zmiany ciężko było liczyć. Dwa oczywiste dla mnie pytania. Pierwsze, czy pomagający pytali jakiej pomocy tak naprawdę potrzebują beneficjenci? I drugie, czy proponowali im przyłączenie się do współtworzenia całego wydarzenia czyli np. do przygotowywania herbaty i wydawania posiłków? Drugi przykład to pomysł motywowania uczestników świetlicy środowiskowej do udziału w konkursie plastycznym i fotograficznym przygotowywanym dla dzieci z rodzin trudnych i wymagających wsparcia. Młodzież, szczególnie mająca świadomość nazwy takiego projektu z uwzględnieniem do kogo jest adresowany, nie ma oczywistej motywacji do brania w nim udziału. Pytanie czy nie warto by zorganizować takiego konkursu plastycznego i fotograficznego przez świetlicę z przeznaczeniem dla dzieci z miasta. Tak by to uczestnicy świetlicy przygotowywali regulaminy, oceniali, wystawiali prace szerszej publice i w końcu nagradzali twórców.

Ojciec to ten, który może widzieć co jest „poza tym co widać”…

Co ciekawe w obu przywołanych przykładach jako pierwsze rodzi się u pomagających zwykłe, ludzkie powątpiewanie czy aby na pewno podopieczni mogą sami wiedzieć czego potrzebują. Później pojawia się drobny opór przed świadomością, iż to co tak pieczołowicie zaplanowane może nie być oczekiwane i tym samym skuteczne. Na koniec dochodzi do prostej refleksji i pytania – ale jak z potrzebującymi rozmawiać i spędzać czas przed „pomocą”. Przecież mamy wyuczony mechanizm pomagania, gorzej z prostymi relacjami i rozmowami.

W tym miejscu ojcowska refleksja – budowanie relacji z dzieckiem, pomaganie mu w trudach poznawania życia, spędzanie z nim czasu… Może warto zaczynać od pytań. Czy chcesz? Czego potrzebujesz? A później te najważniejsze, powodujące istotną zmianę jakościową – Słuchaj, jak to zrobimy?. Nie boimy się pytań a raczej odpowiedzi, z którymi trzeba będzie coś konkretnego zrobić. Tylko, kto jak nie my, ma w sobie sporą dozę do wyzwań i mierzenia się z wymagającymi zadaniami.

Ojciec, mężczyzna, facet – to ktoś mogący używać w swych działaniach nie tylko ryby czy wędki. On może budzić tęsknotę za połowem ryb w ilościach wypełniających statki po brzegi, przy pomocy sieci – takie narzędzie wymaga planów, wspólnego przygotowania a w końcu współpracy przy jej zarzucaniu. Panowie wypłyńmy na głębię – w pomaganiu oraz wychowywaniu!

 

Rafał Lasek

Przeczytałeś? Działaj:

  1. Wspierasz innych ojców? Zastanów się, czy przypadkiem nie dajesz im ryb. Zastanów się, co możesz zrobić, żeby dawać im sieć.
Paweł Czuba

Autor

Paweł Czuba

Z wykształcenia historyk i dziennikarz (specjalizacja: nowe media). 12 lat doświadczenia pedagogicznego w pracy z młodzieżą w ramach Federacji Skautingu Europejskiego. Mąż Klary, tata Róży i Józefa. Odkrywa ojcostwo z Tato.Net od 2015 roku. Sekretarz Zarządu Fundacji Cyryla i Metodego. Fan Sienkiewicza, „Kilera” i szant.

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa