Między wyrokiem a drzewem

  • 28/12/2017

Przez dziesięć lat nie odzywałem się do ojca i byłem z tego powodu dumny. To była moja zemsta za trudne dzieciństwo, jakie mi zafundował i przeszkody, jakie mi robił, gdy się usamodzielniałem.

Ojciec w życiu też nie miał lekko, jego mama zmarła tragicznie, gdy miał 2 latka. Opiekowała się nim najpierw babcia, potem despotyczny ojciec. „Wychowywała mnie ulica” – tak mówił o sobie. Doznał swojego rodzaju przemiany, gdy poznał moją przyszłą mamę, porzucił nałóg alkoholowy, przeżył nawrócenie religijne, pamiętam, że byłem na jego bierzmowaniu. Choć nie miał wzorca z domu, jak potrafił zajmował się mną i moim rodzeństwem. Mieliśmy w rodzinie psycholożkę dziecięcą, i pamiętam, że mojemu ojcu nie podobały się metody wychowawcze, jakie stosowała na swoim synu – nazywało się to wtedy „wychowanie bezstresowe” i przyszło z Zachodu (permissive parenting). Polegało to na tym, że rodzic nie stawiał granic, był niekonsekwentny, aby dziecku oszczędzić przykrych emocji.

Mój ojciec postawił sobie za punkt honoru być w opozycji do nowych mód i postanowił mnie wychować na porządnego człowieka, tradycyjnymi metodami, w duchu katolicko-patriotycznym. Nie szczędził mi przykrych emocji i żelaznej konsekwencji. Stosował przemoc fizyczną i psychiczną, często krytykował, porównywał do innych, manipulował. Miałem 10 lat, i pamiętam, że po wyjściu z kościoła ojciec powiedział, iż spowiadał się z tego, że mnie bił. Ale ksiądz mu odpowiedział, że z tego się nie należy spowiadać, bo Pismo Święte pozwala bić syna. Dla mnie wtedy to brzmiało jak wyrok śmierci. Pojawiały się też przypływy czułości z jego strony, przytulał mnie i mówił że mnie kocha, wystarczyło jednak, że coś poszło nie po jego myśli, by zastosował groźbę, szantaż. Istny roller coaster. W międzyczasie prowadząc firmę zaliczył bankructwo, następnie jako nastolatek i student zaoczny byłem przez niego zmuszany do nieodpłatnej pracy w firmie; wiecznie bankrutującej i nie mogącej zbankrutować. Obarczył mnie winą za swoje długi, i ja mu uwierzyłem -nawet gdy się usamodzielniłem, było mi za niego wstyd i z własnych pieniędzy spłaciłem kilku wierzycieli. Ale potem, podobnie jak moje rodzeństwo, postanowiłem zerwać wszelki kontakt. Miałem satysfakcję z tego, że jestem samodzielny, wyszedłem na prostą i się od niego uwolniłem.

Już nauczyłem się tak żyć, ale kiedy uczestniczyłem w moich pierwszych warsztatach Tato.net, pojawiły się we mnie wątpliwości, czy jednak nie potrzebuję pojednać się z ojcem. Najpierw pojawiła się we mnie chęć zmieniania ojca, że owszem mogę się z nim pojednać, ale na moich warunkach, wybaczyć mu, ale tylko wtedy gdy przyzna się do błędów, przeprosi mnie, rodzeństwo, i obieca, że lepiej będzie traktował mamę (swoja żonę). Zdałem sobie jednak sprawę, że z jego usposobieniem i w jego wieku to raczej trudne, oparłem się więc na wskazówkach zawartych w książce „Serce ojca” Kena Canfielda. Zainicjowałem spotkanie, podziękowałem mu za dobre rzeczy, które od niego otrzymałem. Ojciec był pozytywnie zaskoczony, w nieregularnych odstępach czasu spotkaliśmy się kilkukrotnie, w końcu jednak ojciec zaczął stawiać warunki „dalszej współpracy”. Żądał ode mnie rzeczy, których nie byłem w stanie zrobić. Znów zerwałem kontakt. Ojciec dwa lata temu zupełnie przypadkiem dowiedział się, że zmagam się z przewlekłą infekcją, poczuł się potrzebny, zadzwonił do lekarza, który kiedyś mu pomógł, i umówił mnie na wizytę. Podziękowałem mu, od tamtego czasu mamy wspólny temat – zdrowie. Widujemy się, a od siebie oczekujemy tylko i aż rozmowy.

„Być dorosłym to akceptować wady swoich rodziców” (Xavier Lacroix). Mam poczucie, że dopiero wybaczając stałem się dorosły, samodzielny. Pojednanie z ojcem daje mi wgląd w moją tożsamość, dziedzictwo. To nic, że mój ojciec jest bankrutem finansowym, to też moje dziedzictwo. Przez wiele lat uważałem go również za bankruta moralnego – myślę, że to była zbyt twarda ocena. Wczoraj spotkałem się z nim, i choć jest osobą skrytą i trudno zachęcić go do szczerych zwierzeń, poprosiłem go o pomoc w rozrysowaniu drzewa genealogicznego. Czuł się niezastąpiony, ważny, myślę, że każdy ojciec potrzebuje tak się czuć. Stworzyłem atmosferę zrozumienia, pozwoliłem, żeby mówił, wiele historii rodzinnych usłyszałem po raz pierwszy, stałem się bogatszy – to też moje dziedzictwo. Wzorce wychowawcze, wzorce funkcjonowania całych rodzin są dziedziczne – kiedy je poznamy, łatwiej rozumiemy swoich rodziców, dziadków i siebie. Pokusiłem się o przeniesienie drzewa do serwisu Myheritage.pl – Ty też spróbuj, może się okaże, że mamy wspólnych przodków :).

Może regularnie widujesz się z ojcem, ale nie jesteś z nim pojednany, może tak jak ja nie zamieniłeś z nim słowa przez 10 lat, może nie widziałeś go od dziecka. Może się okazać, że Twój ojciec już nie żyje albo będzie głuchy na Twój apel i nie podejmie wyzwania. Ty jednak podejmij – by być lepszym ojcem, by wydorośleć.

Przeczytałeś? Działaj:

  1. Wyjdź z inicjatywą pogodzenia się z ojcem. Twoje dzieci tego potrzebują, Ty też, bardziej niż myślisz.
  2. Jeśli już podjąłeś nieskuteczną próbę pojednania, podejmij ją znowu. Staraj się do skutku.
  3. Pozwól mu czuć się ważnym. Postaraj się go wzmocnić. Może sporządzicie drzewo genealogiczne?
Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa