“Piotrusiu, czy mogę już iść do pracy”?

  • 29/12/2017

Mam na imię Tomek. Podzielę się z Wami kilkoma doświadczeniami, które zebrałem przez ostatnie kilka lat. Mamy z żoną dwie córki, w wieku przedszkolnym. 2,5 i 4,5 roku. Obie dziewczyny chodzą do przedszkola prowadzonego od dwóch lat przeze mnie i moją żonę. Stworzyliśmy to miejsce aby jak najlepiej wspierać dzieci w dążeniu do samodzielności i stawiania czoła wyzwaniom jakie może im przynieść przyszłość.

Możecie pomyśleć o trudnościach, które mogą wynikać z tego, że mama pracuje tuż za ścianą sal, w których są nasze córki, jednak nie, z jednej strony takich problemów już nie mamy, a z drugiej, to nie o tym chciałbym Wam powiedzieć. Codzienne spotkania z kilkudziesięciorgiem dzieci i ich rodziców są dla mnie niezwykle cennym doświadczeniem. To dopiero w starciu z tym realnym światem udało mi się ocenić wartość wielu poradników pedagogicznych, metod i sposobów „poradzenia sobie z dziećmi”.

Największym poligonem doświadczalnym dla mnie i wielu znajomych jest czas przyprowadzania dzieci do przedszkola, zwłaszcza pierwsze tygodnie po dołączeniu do przedszkola nowych rodzin, zwane popularnie adaptacją. W okrągłych słowach są to chwile, w których miesza się wiele emocji, czasem trudności z rozstaniami, niespełnionych potrzeb, pośpiechu itp. Bez oszczędzania w słowach, można to często nazwać bitwą, w której na pierwszy rzut oka przyjazne sobie wojska jednej rodziny nagle rozpoczynają walkę na śmierć i życie! Albo raczej na wyjść czy zostać ;-). Jestem przekonany, że podobne sceny również Wy spotykaliście w przedszkolnej szatni odprowadzając swoje dziecko. Schemat jest podobny. W pewnym momencie dziecko wyraża niechęć na pomysł pozostawienia go samego w przedszkolu. I tutaj rodzic, wyposażony w cały pakiet amunicji składający się z kilkunastu przeczytanych poradników, metod komunikacji mógłby zacząć wdrażać metody aktywnego słuchania, analizowania jaka realna potrzeba kryje się za zachowaniem dziecka i próbować reagować na problem dziecka tak, jak wydaje się, że uczą fachowcy. Niektórzy po odpaleniu pierwszego pocisku mieszaniny metod porozumienia bez przemocy i aktywnego słuchania zauważają, że wróg wcale nie odpuszcza, stoi twardo i nadal nie chce wejść do sali. Nie zadziałało. Zazwyczaj następna seria jest już z tego, co jest pod ręką.

Zdarza się wtedy odpalić przedszkolakowi prosto między oczy:
– Zobacz, Jasio jest już w sali i wcale nie płacze.
– Przestań w końcu ryczeć!
– Dzieci w Twoim wieku nie płaczą, wstyd mi za Ciebie!
– Idź już, będzie fajnie i na pewno będzie dziś pyszny obiad.
– … czy mogę już iść? Pójdziesz już do sali?
– Pójdziesz, to będziesz mógł obejrzeć wieczorem bajkę
– Za minutę muszę być w pracy!
– Powiedziałeś, że chcesz do przedszkola, a teraz płaczesz!? Nie taka była umowa.
– Taki duży chłopiec, a płacze! Kto to widział?! Krzyś w Twoim wieku…
…porażka. Kolejna. Nie tak to miało wyglądać. Wrażenie porażki psuje niektórym cały dzień. I tu już nie ważne jak się skończy ta konkretna sytuacja.

Dlaczego dobre rady z przewodników rzadko działają przy okazji porannych rozstań i jak w takim razie to wszystko powinno wyglądać?
Większość metod opartych na empatii, które intuicyjnie wydają się nam właściwe do zastosowania zakłada, że posiadamy zasoby do ich zastosowania, czyli: potrafimy je zrozumieć, zastosować i mamy na to czas i przestrzeń. To czego brakuje w przedszkolu to właśnie czas i przestrzeń na wzajemne spotkanie, zrozumienie, rozmowę. Bo jak porozumieć się w gwarnej szatni, kiedy wiem, że mam maksymalnie kilka minut, żeby uniknąć np. konsekwencji spóźnienia się do pracy? Trochę łatwiej nam to zrozumieć, kiedy wyobrazimy sobie okoliczności następujące: lotnisko, za 5 minut kończy się odprawa bagażowa, para zakochanych nie może się rozstać, nie powiedzieli sobie wszystkiego, nie okazali sobie tyle uczuć ile chcieli, trudno jest puścić dłonie, nie spotkają się przecież przez jakiś czas, za chwilę ona przekroczy bramki i zniknie w zupełnie innym, nieznanym świecie, nie ma pewności, że lot obejdzie się bez turbulencji, ani nie wiadomo jaka pogoda jest w tym dalekim kraju, nie wiadomo nawet czy spotkani ludzie okażą się przyjaźni… Czujecie to? Doskonale!

Na bazie tej refleksji spróbujmy teraz określić co najlepszego możemy zrobić w tej sytuacji. Jak się rozstać? Jak pożegnać? Jeśli udało Ci się wyobrazić parę zakochanych na lotnisku, rozwiązanie może nasunęło się samo, w końcu występowało ono w wielu romantycznych filmach. Przypomnijmy sobie jak może wyglądać ta scena. Ona z niepokojem patrzy głęboko w oczy swojemu wybrankowi, on stara się okazać wsparcie przynajmniej spojrzeniem, ona kurczowo zaciska dłonie na jego dłoniach, zaczynają się jej szklić oczy, on wie, że już nie zrobi nic, oddycha głęboko, żeby nie pokazać oznak słabości… Decyzja, którą podjęli bez wątpienia jest najlepszym, co mogą w tej sytuacji zrobić dla lepszej wspólnej przyszłości, lot jest drogi, bilety kupione, wiedzieli, że pojawią się emocje i rozmawiali o tym, wiedzą, że zdecydowali wcześniej, powiedzieli sobie, że nie będą w tym momencie słuchali emocji. Nie mówią sobie już nic więcej, patrzą głęboko w oczy, ostatni pocałunek, ostatnie „kocham cię!” wyszeptane ze ściśniętym gardłem. Potem on się odwraca i odchodzi… Ma jeszcze pokusę, żeby spojrzeć za siebie, pomachać, coś krzyknąć, ale wie, że to już nic nie pomoże. Dopiero gdy jest daleko, ogląda się i widzi kątem oka, jak miłość jego życia znika za bramkami kontroli bezpieczeństwa…
Cięcie. Pobudka! Mam nadzieję, że zauważyliście co najmniej kilka podobieństw i teraz zadanie jest już łatwiejsze.

Analogicznie do powyższej sceny, kluczowa w sytuacji rozstania w przedszkolu często jest decyzja. Siłą rzeczy, to rodzice wybierają dziecku przedszkole. Starają się o najlepszy wybór w ich sytuacji. W końcu to fundamenty pod przyszłe życie. Prześledźmy więc już na spokojnie błędy, które nasz podmiot liryczny popełnił w pierwszej części w trakcie rozstania. Częstym błędem jest zadawanie (1) pytań nieakceptujących sprzeciwu, np. „czy chciałbyś już chodzić do przedszkola?”. Jeśli nie jesteśmy gotowi na odmowę, nie pytajmy. Jesper Juul w swojej książce „Rodzic jako przywódca stada” wskazuje, że wiele decyzji jest po prostu podejmowanych przez rodziców, co więcej, nie każda musi być dzieciom szczegółowo uzasadniona. Pytanie dziecka, w sytuacji gdy już sami zdecydowaliśmy, powoduje raczej przerzucenie na nie naszej odpowiedzialności. I to odpowiedzialności, której małe dziecko nie ma szansy udźwignąć. Analogicznie, decyzję o tym, że dziecko zostaje w sali, a rodzic wychodzi z przedszkola powinien podjąć rodzic. Błędem jest pytanie w tej sytuacji dziecka „- … czy mogę już iść? Pójdziesz już do sali…?”. Zdarza się, że próbujemy swoją decyzję uzasadnić, jednak trzylatkowi ciężko zrozumieć, że to, co robimy jest najlepszym, co możemy właśnie w tym momencie zrobić. Innym błędem są więc różne (2) próby przesadnego uzasadnienia i racjonalizowania swojej decyzji, np. „Muszę już iść do pracy” albo „Muszę już wracać do twojej małej siostrzyczki”. W oczach dziecka zupełnie nieświadomie tworzymy przez to potencjalnych wrogów, stojących na drodze do przebywania z rodzicem. W tej sytuacji praca i siostrzyczka zaczynają jawić się jako coś wrogiego.

Również (3) porównywanie z innymi (np. „- Zobacz, Jasio jest już w sali i wcale nie płacze tak jak Ty”), zdecydowanie nie wspiera dziecka w trudnościach, pokazuje raczej, że ktoś inny niż nasze dziecko lepiej jest w stanie wypełnić oczekiwania rodziców. Może to też prowadzić do prób tłumienia własnych uczuć i desperackiego poszukiwania akceptacji wśród innych. Mamy również cały katalog (4) zwrotów uderzających w poczucie własnej wartości dziecka, takich jak: – Przestań w końcu ryczeć! – Dzieci w Twoim wieku nie płaczą, wstyd mi za Ciebie! – Taki duży chłopiec, a płacze! Kto to widział?! Są to komunikaty niezmiernie krzywdzące, oddziałujące negatywnie na poczucie bezpieczeństwa dziecka i poddające w wątpliwość autentyczność rodzicielskiej miłości. Komunikaty w tym stylu silnie uderzają w poczucie własnej wartości naszego młodego człowieka. Porównywanie, szantażowanie, wyśmiewanie nie są zdecydowanie postawami ułatwiającymi dziecku poradzenie sobie z trudną sytuacją, obnażają jego niemoc i bezradność. Jednym z rozwiązań proponowanych przez psychologów w takiej sytuacji, jest zajęcie się sobą, ochłonięcie, zastanowienie się nad własną potrzebą w tym momencie. Jeśli sytuacje takie zdarzają nam się nagminnie, warto podjąć pracę z psychologiem.

Ostatnim analizowanym przykładem jest (5) brak konsekwencji i spójności. Zdarza się czasem rodzicom mówić jak bardzo się spieszą, jak nie mają na nic czasu, że mają tylko minutę, kiedy następnie poświęcają dodatkowe pół godziny, zagadując się po drodze z koleżanką. Konsekwentne i spójne z komunikacją postępowanie rodzica daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Jeśli chcemy pracować nad unikaniem ataków wściekłości, smutku czy żalu, pracujmy nad konsekwencją i przewidywalnością.
Pomocą będzie też wyobrażenie sobie przedszkolnych rozstań bardziej jako sytuacji zakochanych na lotnisku, niż wrogich oddziałów, chcących zmusić drugą stronę do działań za pomocą artylerii.

Nasze dziecko potrzebuje naszego wsparcia. Abyśmy mogli mu je zaoferować, absolutnie konieczne jest posiadanie wiedzy jak nasze dziecko radzi sobie w przedszkolu, co przeżywa, z czym ma trudności, jak buduje relacje. Do tego niezbędne są odpowiednio częste spotkania z wychowawcą. Raz na pół roku rzucone na korytarzu „–jak sobie radzi? –wszystko w porządku, jest w czołówce grupy. To za mało.” Szukajmy przedszkoli, które gwarantują wnikliwą obserwację naszych dzieci i systematycznie dzielą się z rodzicami tymi informacjami.

Warto pamiętać, że powyższe rozważania dotyczą jednej, konkretnej sytuacji z przedszkolnego życia naszego hipotetycznego dziecka. Nie możemy też zapomnieć o tym, że każde dziecko jest inne i każda relacja rodzic-dziecko jest odrębnym niepowtarzalnym wszechświatem. Zanim ułożymy sobie własny system pożegnań, radzenia sobie z trudnościami i konfliktami, zazwyczaj czeka nas wiele porażek i popełnionych błędów. Aby jak najmniej ślepo eksperymentować na żywych organizmach naszych dzieci, polecam dwie książki. Wspomniany już wyżej Jasper Juul i jego „Rodzic jako przywódca stada” pozwoli odnaleźć balans i równowagę gdzieś między męską potrzebą bezwzględnego szacunku i władzy, a ciągłym zastanawianiem się, czy to co robię jest spójne z podejściem, o którym przeczytałem ostatnio. Pomoże też rodzicom, którzy nie wiedzą już na ile są świadomymi przywódcami rodzinnego stada, a na ile błądzą po leśnych ostępach próbując podążać za swoimi dziećmi. Drugą pozycją jest „Akcja adaptacja” Agnieszki Stein, która pomaga wybrać przedszkole, opowiada o rozterkach rodziców przedszkolaków oraz o tym, co dzieje się w rodzinie przedszkolnego debiutanta. Co ważne, porusza ona temat przedszkola bardzo szeroko, nie pomijając np. symptomów mogących świadczyć o potrzebie diagnozy pewnych zaburzeń, które mogą wymagać zupełnie innego działania niż podpowiadałby nam zdrowy męski rozsądek i kobieca intuicja naszych żon.

Każdemu z nas zdarzy się popełniać błędy. Są one w pełni normalną, nieodłączną częścią życia w relacji z drugim człowiekiem. Wsparciem w trudnych chwilach zwątpienia i motywacją do przekraczania własnych barier niech będą słowa ks. Jana Twardowskiego „Kochać drugiego człowieka oznacza wielką pracę nad sobą”.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa