„Patrzeć głębiej”, czyli ojciec, który widzi

Żar lał się z nieba. To była nasza pierwsza wspólna przygoda. Po ponad półgodzinnym marszu przez sielankową scenerię dzikich pól doszliśmy do rzeki, która po opadach mocno wezbrała. Naszym celem było przedostanie się na tajemniczą wyspę, która – odcięta przez otaczającą ją wodę – stanowiła twierdzę do zdobycia!

To był pierwszy warsztat przygodowy, który prowadziłem przed laty w ramach Tato.net. Głęboko zapadł mi w pamięć. Wyruszyliśmy w niewielkiej ekipie ojców z synami nad rzekę.

Żar lał się z nieba. To była nasza pierwsza wspólna przygoda. Po ponad półgodzinnym marszu przez sielankową scenerię dzikich pól doszliśmy do rzeki, która po opadach mocno wezbrała. Naszym celem było przedostanie się na tajemniczą wyspę, która – odcięta przez otaczającą ją wodę – stanowiła twierdzę do zdobycia! Podzieliliśmy się na zespoły; każdy miał swoje szczególne zadanie.

– Wojtek i Paweł: będziecie działać na drugiej stronie, trzeba zamontować stanowisko do mostu linowego – powiedziałem, kierując na nich wzrok. – Artur i Krzysiek: waszym zadaniem będzie asekuracja podczas pokonywania rzeki. Musimy zastosować specjalne techniki i węzły. Nie wiemy, jak jest głęboko i co kryje się pod wodą – dodałem poważnie. Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami na znak gotowości.

Przejście okazało się niełatwe, przedarcie się przez gąszcz pokrzyw do głównego nurtu wymagało sporego wysiłku i hartu ducha – szczególnie od młodszych uczestników.
– Tato! Jak piecze! Auuu! – skarżył się jeden z chłopców przeprawiających się na drugą stronę.
– Dalej, synu, już niedaleko! Zaraz będziemy w wodzie – odpowiedział ojciec.

Obserwując podczas zajęć dzieci i młodzież, zauważam, że bardzo często brakuje im tej szkoły życia. Wychowanie w cywilizacji pełnej wygód sprawia, że to, co kiedyś dla nas, ojców, było rzeczą normalną, z którą radziliśmy sobie bez większych problemów, teraz dla dzieci i młodzieży jest przeszkodą często nie do pokonania… Istnieje potrzeba, realna potrzeba wprowadzania dzieci w niekomfortowe sytuacje i przeprowadzania ich przez nie; potrzeba doświadczenia upału, zimna, niewygody po to, by pokazać, jak sobie z nimi radzić. Osobą, która jest najlepiej przygotowana do tej misji, jesteś Ty, tato! Jesteś gotowy i masz wszystko, co potrzebne, by to zrobić!

– Jak tu głęboko; tato, zaraz utonę! – krzyknął ośmioletni Patryk.
– Spokojnie! Chwyć mnie za ramiona; już dobrze – odpowiedział tato.
– Doszliśmy, ufff… – na twarzy Patryka pojawił się uśmiech zwycięstwa.
– Świetnie, synu! Tam w wodzie byłeś twardy, nie poddałeś się – dodał ojciec i przytulił go.

Mimo że Twój syn jest jeszcze dzieckiem, potrzebuje Twojej afirmacji, docenienia jego męskości. W średniowieczu istniał rytuał postrzyżyn, kiedy dziecko płci męskiej w wieku ośmiu lat oficjalnie przechodziło pod opiekę ojca i było przez niego wprowadzane w dorosłe życie, angażowanie w prace. Tata kształtował jego tożsamość i uczył, jak radzić sobie w codzienności. Dziś jest to trudniejsze, ale wciąż niezbędne. W jaki sposób Ty jako ojciec chcesz przekazać swojemu synowi wartości, pokazać świat? Czy wiesz, co chcesz mu dać? Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym kontekście?

Most był już gotowy. Rozpoczęła się przeprawa. W każdym zespole najpierw ruszał ojciec. Jak myślicie, dlaczego? Zależy nam na tym, żeby tata zawsze był przykładem, żeby nie tyle obserwował z boku i motywował, co żeby sam doświadczył tego, co przeżywa syn. To bardzo ważne, bo dzięki temu dziecko może zobaczyć ojca w innej, niecodziennej sytuacji: kiedy podejmuje wyzwanie i wygrywa (poza pracą, w której rzadko ma szanse go oglądać), ale także wtedy, kiedy się boi, nie radzi sobie. To buduje wspólną przestrzeń opartą na prawdzie.

Jednym z zespołów pokonujących rzekę za pomocą mostu byli Bartek i Michał. Ojciec pewnie przeszedł po sprężystych linach. Teraz przyszła kolej na Michała. Chłopak ruszył z pewną miną. W połowie mostu, kiedy liny najmocniej się rozciągają, zawahał się na chwilę, widać było po nim lęk, ale zachęta taty, który już czekał na drugim brzegu, dodała mu odwagi.
– Brawo, Michał, znakomicie ci poszło! – głośno pochwalił syna ojciec.
Michał nic nie odpowiedział tylko wtulił się w rękaw ojca i cicho zapłakał. Było to prawie niezauważalne! Odeszli na bok. Reszta zespołów niczego nie zauważając przeprawiła się na drugi brzeg rzeki.
– Teraz już tylko demontaż mostu i ruszamy na kolację, misja zakończona sukcesem! – powiedziałem.

Po kolacji spotkaliśmy się w gronie ojców. Wtedy Bartek powiedział nam co wydarzyło się na moście:
– Wiecie, Michał to bardzo fajny chłopak, nigdy nie sprawia żadnych problemów w szkole, radzi sobie na codzień i jest samodzielny – zaczął.
– Zaskoczyło mnie to co stało się na moście linowym… – zamyślił się.
– On zawsze odważny i do przodu we wszystkim, sami widzieliście – nie dokończył.
– Tak, ale świetnie mu szło Bartek, to był tylko moment – zaczęli inni ojcowie.
– Wiecie, nie o to chodzi. Kiedy on doszedł do mnie na drugą stronę, zobaczyłem coś dziwnego, innego Michała… – uciszył głos.
– On bardzo się bał, a jak tego nie zauważyłem. Kiedy do mnie doszedł, zaczął szlochać w mój rękaw. Ja myślałem, że on jest twardy jak ja. Zupełnie nie dostrzegałem jego wrażliwości – powiedział.

Bartek odkrył drugie dno, zobaczył syna, który jest inny niż myślał. Znam Bartka do dzisiaj i wiem, że wyciągnął z tego doświadczenia konkretne wnioski. Relacja z Michałem zmieniła się, zaczął pilniej go obserwować i rozmawiać, a raczej prowokować do rozmowy.

Jako rodzice mamy skłonność do przypinania etykiet naszym dzieciom. Istnieją pewne przekonania, które nabywamy pod wpływem doświadczeń zachowań syna lub córki. Jeśli nasze dziecko zareagowało w taki czy inny sposób, kilkakrotnie oceniamy je podświadomie jako leniwe, pracowite, odważne lub lękliwe, słabe lub mocne w danej dyscyplinie, nieodpowiedzialne itp. Przypinamy im łatkę, która często niesprawiedliwie, a jakże skutecznie hamuje ich rozwój. Badania pokazują, że wytrwali i pracowici uczniowie dochodzą dalej niż ci, którzy są bardziej utalentowani. Uważność to cecha, która pozwala Ci szukać i analizować zamiast wyciągać powierzchowne wnioski. Postaraj się ją w sobie odnaleźć, jeśli czujesz potrzebę zajrzyj do księgarni Tato.net i zaopatrz się w to co da ci głębsze zrozumienie tematu. Przede wszystkim jednak usiądź spokojnie i zadaj sobie kilka pytań:

Co ty myślisz o swoim dziecku? Jakie jest? Co takiego może być ukryte przed tobą? Jak zachowuje się Twoje dziecko w różnych sytuacjach? Z czego to zachowanie wynika? Co szczególnie cię denerwuje? Na ile patrzysz głębiej tato? Czy potrafisz i chcesz to robić? Czego jeszcze do tego potrzebujesz?

Przeczytałeś? Działaj:

Zajrzyj do książki Szymona Grzelaka Dziki ojciec lub zainteresuj się Dzikim sercem Johna Eldredge’a i dowiedz się, w jaki sposób możesz spełnić swoją rolę jako mężczyzna przekazujący tożsamość, projektujący konkretne narzędzia inicjacyjne dla swoich dzieci.

Wykonaj następujące ćwiczenie. Wyczuj moment, kiedy Twoje dziecko jest w dobrym nastroju lub kiedy macie dobry wspólny czas, a następnie zaproponuj zabawę. Kto wypisze więcej o sobie:

– myślę że jestem…
– potrafię…
– nie potrafię…
– najbardziej denerwuje mnie, gdy…

Te proste pytania dostarczą ci sporo wiedzy. Spróbuj i zweryfikuj swoje myślenie! Omów wyniki z dzieckiem i dowiedz się dlaczego, tak napisało, a i ty opowiedz o sobie.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa