Oparcie w codziennej walce

  • 29/12/2017

Jako aktor mogę powiedzieć, że nie można ojca udać. Można wiele rzeczy w życiu zagrać, ale nie można zagrać dobrego ojca. Będąc człowiekiem nieuporządkowanym wewnętrznie, nie można nagle stanąć przed drzwiami domu i powiedzieć sobie „dobra, wchodzę i od teraz będę dobrym ojcem”. W moim życiu relacje z ojcem były dla mnie kluczowe. Jeżeli my nie doświadczymy ojca, który jest obecny w chwilach sukcesu, który chwali, który mówi „synu, dobrze robisz”, to nie będziemy wiedzieć jak to przekazać naszym dzieciom.

W dzieciństwie mój ojciec często był nieobecny. Pracował w innym mieście, większość czasu spędzął poza domem. Ja i moje siostry przebywaliśmy na co dzień głównie z mamą. A kiedy już ojciec był w domu, to był wobec mnie bardzo surowy. Zwracał uwagę tylko na to, co było nie po jego myśli. To, że się dobrze uczyłem, nigdzie po nocach nie szwendałem, było dla niego normalne. Natomiast uwagę potrafił zwrócić tylko wtedy, kiedy coś było nie tak.

-Tato, dostałem 4 z plusem.

-A dlaczego nie piątkę?

I tak to wyglądało.

Kiedy odniosłem mój największy życiowy sukces w tamtych czasach, czyli dostałem się na studia do szkoły teatralnej, przyszedłem dumny do ojca, żeby się pochwalić. Pamiętam to jak dziś, stał w takim białym fartuchu, przy oknie. Mówię „słuchaj, dostałem się” a on „i co, będziesz chałtury po wsiach robił?”

Gdy moja córka była mała, w niektórych wychowawczych sytuacjach nie wiedziałem jak reagować, bo uważałem, że moja pierwsza reakcja na pewno jest zła. Miałem to zakodowane w mózgu –  pierwsza reakcja jest zła, bo nauczyłem się jej przechodnio po ojcu. Co z tym robić? Szukaliśmy z żoną pomocy w rozwiązywaniu podobnych problemów i pewnego razu zaprosiliśmy do naszego domu księdza. Powiedział tak „słuchajcie, ja tu na środku stawiam krzesło i teraz na tym krześle sadzam Jezusa. Zaproście go do siebie i podziękujcie Mu za wszystko, za miłość, jaką dla was przygotował”. Tak zrobiliśmy i od tego momentu zaczęły się dziać cuda w naszym życiu.

Zauważyłem też, że pokój, mądrość i uporządkowanie do mnie przychodzi w chwilach samotności. Przynajmniej raz do roku wyjeżdżam by spędzić kilka dni sam ze sobą. Czuję, że jest mi to potrzebne. Biblia mówi „na pustynię ją wyprowadzę i będę mówił do jej serca”. Bóg chce mnie wyprowadzić na pustynię, bo tylko na niej usłyszę Jego głos. Głos, który mówi „Kocham cię. Jesteś dla mnie ważny”.

Wychowując się wśród jakiegoś języka, dogłębnie poznajemy znaczenie jego słów. Dla nas, ludzi od dzieciństwa znających atmosferę świąt, słowo „wigilia” ma tysiąc smaków, zapachów, dźwięków. Za to Eskimos, kiedy słyszy „wigilia”, to dla niego może to może to oznaczać po prostu „dzień przed”. Tak działa język, podobnie jest z językiem miłości. Jeśli w domu się tego języka nie doświadczyło, może być ciężko go później zrozumieć. Kiedy ja słyszę, że Bóg mnie kocha, to nie wiem o co chodzi, bo obraz Boga mam taki, jaki miałem obraz swojego ojca.

Moje życie jest walką o odzyskiwanie obrazu. O to, żeby sobie przypominać, że on jest kochającym ojcem. I jeżeli ja w sobie tego poczucia nie zbuduję, co może przyjść tylko przez relację z Bogiem, to będzie walka. Codzienna walka. Dziś rano na przykład, w hotelu, wygrałem walkę z ciastkiem. Mieliśmy śniadanie, a do nich takie piękne ciasta… Tydzień temu po powrocie z Francji powiedzieliśmy sobie z żoną, że nie jemy już ciast. One dziś rano mnie osaczyły, kusiły, ale pokonałem je. Jestem z tego dumny (śmiech).

Trudniej wygrać walkę z kieliszkiem, z papierosem. Z nałogiem, któremu się oddajesz, który cię zniewala. To wszystko jest ciągłą walką. Również z tym, by żonie podczas kłótni nie odpowiedzieć tym samym, tylko się uśmiechnąć i powiedzieć „tak, kochanie”. Ale jeżeli mam świadomość, że walczę po stronie Zwycięzcy, to jest łatwiej. Widziałem kiedyś kogoś w takiej koszulce z napisem „On jest ze mną”. Gdyby nie On, to nawet bym się nie zastanowił nad tym, co to znaczy być ojcem.

Dziecko przychodzi do mnie i mówi „tato…” – dla mnie to jest piękne. Te odcienie tego słowa, w jakich ona je wypowiada. Wiele razy nie zwracałem uwagi, byłem czymś zajęty, córka przychodziła i na „tato” odpowiadałem „za chwilę”. Ale za chwilę już tego nie będzie, to minie. Zrozumiałem, że ja muszę przestać być z dzieckiem na moich warunkach. Kiedy po czasie przyjdę i powiem „dobra, teraz mam czas dla ciebie, słucham cię”, to już minie, ona będzie mieć swoje sprawy. Ważne jest, żeby być z dzieckiem na jego warunkach. Kiedy przychodzi i pyta „tato”, odłóżmy wszystko i powiedzmy „słucham cię, jestem dla ciebie”. Bo taki jest Bóg.

Podzielenie się doświadczeniem swojego życia dużo kosztuje, ale myślę, że w rodzinie równie dużo kosztuje przyznawanie się do swoich błędów, żeby potrafić przeprosić. „Synu, córko nie miałem racji, przepraszam”.  W późniejszym wieku mężczyźni już to rozumieją, kiedy kolano cię boli na stoku, to zaczynasz rozumieć, że jednak nie masz mocy zapanować nad wszystkim, nie zawsze masz rację. To jest ciężka, ale bardzo cenna droga przyznawania się do własnych słabości, droga pokory.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa