Ojciec dawniej i dziś, cz. III – o mechanizmach odpowiedzialnych i wizjach przyszłości

  • 28/12/2017

Jednym z głównych mechanizmów odpowiedzialnych, które powodują, że duża część ojców czuje się dziś niepewnie w swojej roli wychowawczej i opiekuńczej, jest poczucie zagubienia we współczesnym świecie.

Jedną z najczęstszych odpowiedzi respondentów, którzy deklarują wycofywanie się ze swojej ojcowskiej roli wychowawczej na rzecz np. szkoły, mediów, i tzw. „profesjonalistów”, jest stwierdzenie „sam nie wiem, jak żyć”. Koresponduje ono z ciągłym poczuciem winy i niepewności w działaniach ojcowskich. Wydaje się, że wielu ojców udało się dziś przekonać, że wychowanie wymaga niezwykle wysokich kompetencji i umiejętności. Oceniają oni zatem coraz częściej swoje predyspozycje do wychowania jako niewystarczająco dobre. Powszechniejsze staje się dziś przekonanie, że bycie tatą wymaga szeregu specjalistycznych kursów i szkoleń, a wobec szybko postępujących zmian obyczajowych i kulturowych dotychczasowy przekaz międzygeneracyjny, czyli to jak mnie wychowywał mój ojciec, a jego mój dziadek, jest już niewystarczający.

Doświadczenie konfliktu tradycyjnych schematów rodziny z nowymi ideologiami skutkuje, także w wymiarze ojcowskim, zjawiskiem tzw. presji refleksyjności, czyli konieczności codziennego definiowania na nowo swojej tożsamości i ról społecznych w rodzinie. Nowy, refleksyjny ideał rodziny, jest dziś coraz bardziej projektem aspołecznym: pozbawionym własnej funkcji celu (brak dobra wspólnego), zredukowanym do dwustronnych relacji bądź między partnerami (mąż – żona, partner – partnerka), bądź rodzicem i dzieckiem – skonstruowanym ponadto w odniesieniu do indywidualnych, a nie łącznych użyteczności zaangażowanych stron. Zakłada to nieustające negocjacje oraz odrzucenie komplementarności i specjalizacji ról w imię substytutywnego partnerstwa w rodzinie („ojciec to matka bis”).

Poczucie winy, wewnętrzne konflikty, ciągła świadomość niedorastania do własnego projektu są efektami zderzania się w obszarze rodziny schematów „człowieka oddanego domowi” i „człowieka autonomicznego (samowystarczalnego profesjonalisty, żyjącego własnym życiem i własnymi ambicjami)”. Zupełnie odrębnym zbiorem mechanizmów odpowiedzialnych jest zjawisko tzw. „schładzania świata”, czyli upowszechnianie modelu, w którym relacje partnerskie zastępują więzi małżeńskie. Zamiast wierności i wdzięczności bardziej adekwatnym ich opisem staje się dziś pojęcie kontraktu i wymiany. Zjawisko to ma charakter wieloaspektowy, a poszczególne jego wymiary oddają istotę wpływu na współczesne postawy ojcowskie. Najprościej będzie przeanalizować to na poszczególnych wymiarach różnicujących współcześnie więzi i relacje.

Horyzont zobowiązań i wzajemnych świadczeń.
W przypadku WIĘZI jest nieokreślony i może dotyczyć bardzo różnych sfer życia.
W przypadku RELACJI ściśle określony i strony nie powinny domagać się świadczeń poza ustaleniami kontraktu.

Perspektywa czasowa.
W przypadku WIĘZI na „całe życie”.
W przypadku RELACJI określamy ją za każdym razem w ramach kolejnego kontraktu.

Odporność na zaburzenia takie jak np. jednorazowa „zdrada”, konflikt, zmiana okoliczności.
W przypadku WIĘZI jest bardzo wysoka. Uruchamiane są różnego rodzaju mechanizmy racjonalizacji i uzasadnień.
W przypadku RELACJI jednorazowe nadużycie najczęściej oznacza jej zerwanie.

„Koszt wyjścia”.
Dla więzi na tyle wysoki, że stosujemy raczej krytykę niż rozstanie.
Dla RELACJI odwrotnie.

Sposób ustalania konsensusu.
Dla WIĘZI „komunikacyjny”.
Dla RELACJI „strategiczny”, tzn. wszystko musimy renegocjować.

Wpływ uczuć i emocji.
Na RELACJE może być wręcz destrukcyjny i niebezpieczny, bo często zakłóca percepcję interesu własnego.
Dla WIĘZI to fundament związku, podwalina gmachu o nazwie rodzina.

RELACJE zakładają, że w rodzinie wszyscy są równi, bez względu na wiek. Równość stron, czyli partnerstwo w relacjach, oznacza też rezygnację ojców z używania autorytetu wieku i doświadczenia wobec dzieci. Stąd konieczność bezustannego negocjowania, motywowania korzyściami osobistymi zamiast dobrem wspólnym. Domaganie się tym samym posłuszeństwa bez akceptowanego przez dziecko uzasadnienia bywa rozumiane dziś jako przemoc i jako takie znajduje już odpowiednią kwalifikację prawną jako czyn zabroniony. Zniesienie struktury autorytetu w rodzinie wiąże się z coraz większą pozornością wspólnego życia. Coraz mniej czasu rodzina spędza ze sobą i coraz mniej znaczących rzeczy robi wspólnie. Stąd prosta konkluzja, że w rodzinie, w domu rodzinnym, nie dzieje się nic ważnego, a prawdziwe życie toczy się gdzie indziej – wśród rówieśników, w pracy, w klubach itp. Współczesną rodzinę, jak się wydaje, wspólny cel wiąże coraz mniej, zaś jej członków nie ogranicza już wzgląd na jakiekolwiek dobro wspólne.

Czy zatem współczesna, klasycznie pojmowana, rodzina skazana jest na porażkę, a ojcostwo to konstrukt odchodzący do przeszłości i ustępujący rodzicielstwu? Pozornie wszystkie objawy kryzysu zdają się przemawiać za takim scenariuszem. Jednakże nie należy zapominać, że to tradycyjne, stabilne rodziny miały i nadal mają znacznie większą siłę transmisji międzypokoleniowej i to one w konkurencyjnym otoczeniu niosą ze sobą większy, również ze względów demograficznych, potencjał rozpowszechniania własnych wzorów zachowań. Ojcostwo jest wśród nich bezsprzecznie kluczowe.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa