Ojciec dawniej i dziś, cz. I – definicje

  • 28/12/2017

Czy to prawda, że jako współczesny ojciec masz trudniej niż Twoi poprzednicy? Czy Twój ojciec, dziadek, pradziadek, mimo że walczyli na wojnach, byli więzieni w obozach, czy prześladowani przez komunistyczną bezpiekę, z ojcowskimi wyzwaniami mogli radzić sobie łatwiej?

Jeśli to prawda, to dlaczego ten pozorny paradoks stał się faktem i co takiego zmieniło się w perspektywie ostatnich kilkudziesięciu lat, że bycie ojcem to dziś wyzwanie nieznane poprzednim pokoleniom? Zacznijmy od definicji. Klasyczna, podręcznikowa definicja rodziny jeszcze 50 lat temu brzmiała np. tak: „Rodzina to mała grupa pierwotna złożona z osób, które łączy stosunek małżeński i rodzicielski oraz silna więź międzyosobnicza” (Jan Szczepański “Elementarne pojęcia socjologii”).

Praktycznie każdy z elementów tej definicji został w dzisiejszym świecie zanegowany. Obecnie członków rodziny nie musi łączyć ani stosunek małżeński, ani rodzicielski, ani też silna więź międzyosobnicza. Bardziej odważni nie definiują już nawet rodziny jako „małej” grupy „osób” postulując, by rodziną nazywać także związki tzw. poliamoryczne, czyli wieloosobowe lub wielogatunkowe („pies też człowiek”). Mówienie zatem o sytuacji ojca rodziny w dzisiejszych czasach wymaga najpierw określenia, co będziemy przez nią rozumieli. Niewątpliwie z takimi dylematami ani Twój, ani dziadek, a tym bardziej pradziadek nie musieli się zmagać.

Sięgnięcie w tym miejscu do badań spowoduje, że natkniemy się na podstawową trudność w zdiagnozowaniu kondycji ojcostwa w Polsce dzisiaj, ale też w perspektywie historycznej. Bierze się ona w dużej mierze z braku reprezentatywnych badań skupionych na tematyce ojcowskiej. Dane ilościowe dostępne w GUS w zasadzie nie uwzględniają jej na żadnym poziomie. Na stronach urzędu nie znajdziemy żadnej monografii statystycznej, nie tylko zawężonej do analizy ojcostwa, ale nawet ogólnie poświęconej jakimkolwiek statystycznym aspektom sytuacji mężczyzn. Sama liczba wystąpień słów “macierzyństwo” oraz “ojcostwo” w wyszukiwarce na stronie GUS ukazuje skalę problemu. Słowo “macierzyństwo” zwraca 27 wyników. Na słowo “ojcostwo” wyszukiwarka nie pokazuje żadnych wyników reagując jedynie podpowiedzią “Czy może chodziło ci o: starostwo”. Nadreprezentatywność danych o kobietach widać też przy próbie wyszukania słów “kobiety”, które zwraca 49 wyników i “mężczyźni”, które zwraca 19 wyników. Ta dysproporcja na poziomie danych ilościowych widoczna jest też na poziomie badań jakościowych prowadzonych przez placówki naukowe i inne ośrodki badawcze, gdzie tematyka ojcowska nie istnieje lub jest traktowana marginalnie.

W wielu badaniach, których wyniki były inspiracją do powstania niniejszego artykułu, badacze skupiają się na nadal najpowszechniejszym modelu rodziny, czyli związku kobiety i mężczyzny wychowującym wspólnie jedno lub większą liczbę dzieci. Jednak i tu perspektywa kobieca jest znacząco lepiej reprezentowana niż męska i współczesne macierzyństwo jest zdecydowanie lepiej rozpoznanym obszarem niż ojcostwo. Podobnie zawężone w badaniach są obszary diagnozowania współczesnych wyzwań do jedynie niektórych z pośród wszystkich, które mają lub mogą mieć silny wpływ na „więzi międzyosobnicze”, zwane dzisiaj chętniej „relacjami” pomiędzy „partnerami w związku”. Przy czym to relacyjne partnerstwo, na co warto zwrócić uwagę, jest dziś rozciągane w rodzinie nie tylko na rodziców, ale także na dzieci.

Kiedy się dobrze zastanowić, to owo „relacyjne partnerstwo” jest jednym z fundamentów dzisiejszych problemów z ojcostwem. Ani prawdopodobnie Ty, a już na pewno Twój ojciec nie byliście jako dzieci partnerem swojego ojca. Nikomu w tamtych czasach nawet do głowy by nie przyszło, by stawiać relację ojca z dziećmi w rodzinie na równi z relacją z ich matką. Rodzina nie miała charakteru równościowego i demokratycznego, ale odzwierciedlała hierarchię ówczesnego świata, w którym pozycja starszych wobec młodszych i szacunek dla ich autorytetu były powszechnie niekwestionowane.

Pozornie główną osią interakcji w rodzinie pomiędzy rodzicami a dziećmi jest nadal proces wychowania. Tyle że klasyczna definicja wychowania brzmiała kilkadziesiąt lat temu tak: „Wychowanie to świadome (planowe) działanie rodziców (wychowawców) na dziecko (wychowanka) mające na celu wytworzenie pewnej zmiany w jego osobowości” (Wincenty Okoń “Słownik pedagogiczny”). Podobnie jak definicja rodziny, doznała ona dziś istotnej deformacji. Coraz częściej obecny koncept wychowawczy zwany potocznie „projekt dziecko” zastępuje nowy trend nazywany „dzikie dzieci”. Jest on definiowany jako rezygnacja ze świadomego (planowego) działania rodziców na dziecko na rzecz jedynie towarzyszenia mu w jego samodzielnych poszukiwaniach własnej tożsamości, talentów, uzdolnień, życiowych wyborów i doświadczeń. Oddziaływanie w celu „zmiany osobowości” jest o tyle tylko dozwolone, o ile pomaga w swobodnej ekspresji dziecięcych pragnień i poszukiwań. Zmiany osobowości, które miałyby na celu wychowanie istoty społecznej opisywanej językiem ze sfery etyki, czyli moralnej, uczciwej, prawdomównej, sprawiedliwej, lojalnej, odpowiedzialnej są coraz częściej postrzegane jako nieużyteczne, a nawet krzywdzące. Wychowanie to dziś coraz częściej produkowanie „zdrowej” osobowości jednostki. „Zdrowej”, tzn. odzwierciedlającej obecne wymagania „systemu” utożsamianego w koncepcie wychowawczym „projekt dziecko” głównie z rynkiem pracy.

Podobnej redefinicji doznają pojęcia macierzyństwa i ojcostwa, które opisuje się jako wymagający wysokich kwalifikacji projekt menedżerski nakierowany na inwestycję w produkcję wysokiej jakości „superdziecka”, czyli przyszłego człowieka sukcesu („geniusza”, „gwiazdy”) zorientowanego na osiąganie celów. Na pytanie „kim jest dobrze wychowane, czyli tzw. grzeczne dziecko? Jakie ma cechy?”, duża część respondentów, w tym wielu ojców odpowiada dziś np. to dziecko, które: „szybko i wszystko zjada”, umie „zawalczyć o swoje”, „nie odstaje od reszty” oraz „zajmuje się samo sobą albo śpi”.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa