Mam czterech ojców

… kiedyś nazywano taką funkcję goel. Powiedziałem sobie, iż przecież nie stało się nic takiego złego w moim życiu, skoro wychowywał mnie mój dziadek.

Skoro jestem ojcem – ojcem pięciokrotnym moich pięciu córek, myślałem sobie, że sam ten fakt czyni ze mnie dobrego tatę.

Skoro lubię być ojcem, kocham moje dzieci, a one mówią mi: „kocham cię” i przyznają się do mnie, założyłem, że to znaczy, że jestem już dobrym ojcem. Tak czułem, gdy córki były małe, kłopoty były małe, a relacje między mną i dziećmi – niezbyt skomplikowane. Z czasem, gdy moje ojcostwo zaczęło być weryfikowane pytaniami, prośbami o pomoc lub radę czy pokazanie drogi, pojawił się niepokój. Niepokój o to, czy jestem ojcem takim, jakim mnie widzą moje dzieci. Czy zasługuję na to, jak mnie one postrzegają, oraz czy mogę zrobić coś – cokolwiek – aby stać się dobrym ojcem. Dopiero później dowiedziałem się, że nazywa się to „zaangażowanym ojcostwem” (Ken Canfield – Siedem sekretów efektywnych ojców).

Skoro nawiązanie kontaktu emocjonalnego z dzieckiem wymaga od ojca duchowego wysiłku i zmagania się z niezdrową męską dumą – jak pisze o. Józef Augustyn w książce Kochaj mnie, Tato! – stwierdziłem, że, aby być uczciwym oraz prawdziwym w takim działaniu, muszę także podjąć taki sam duchowy wysiłek i zmagania w relacjach z moim własnym ojcem.

Dziś myślę, że początki mego zaangażowania były dla mnie dość proste i w miarę oczywiste. Skoro nie identyfikowałem siebie jako osoby o dobrych relacjach z własnym ojcem, szybko poszedłem ścieżką o nazwie „ojciec zastępczy”. Dziś wiem, że taka „droga” to nic nowego, a kiedyś nazywano taką funkcję goel (tak – na podstawie tradycji żydowskiej – określa ojca zastępczego K. Canfield w książce Serce Ojca). Powiedziałem sobie, iż przecież nie stało się nic takiego złego w moim życiu, skoro wychowywał mnie mój dziadek. Przylgnąłem do tej myśli skwapliwie, ciesząc się ciepłem, jakie wywoływały we mnie wspomnienia nieżyjącego dziadka: będącego wzorem honoru i konsekwencji oraz mistrzem codziennych umiejętności w zakresie robienia czegoś z niczego.

Oczywiście wciąż mam w pamięci mój okres dorastania, kiedy to koledzy zazdrościli mi faktu posiadania dwóch ojców. Wydawało im się to takie atrakcyjne: mieć równocześnie ojczyma oraz ojca. Mnie dźwięczała jak bijący dzwon myśl: „mam fizycznie dwóch ojców, a faktycznie żadnego…”.

Z czasem nauczyłem się z tym żyć, nie myśleć o tym za bardzo, a kiedy pojawiły się moje córki, początkowo pozornie przestało to mieć znaczenie, bo przecież „ja jestem dobrym ojcem dla moich dzieci”. Powoli, wraz z dorastaniem moich córek, w atmosferze ich pytań o mojego ojca, a w zasadzie o moich ojców, rozwijała się we mnie myśl, iż nie jest łatwa lub nie jest w ogóle możliwa ucieczka od bycia synem moich ojców. Tego biologicznego, tego zastępczego i w końcu tego goel. Poczułem gdzieś w swoim wnętrzu, że, aby móc opowiadać córkom o Bogu, będącym moim i ich Ojcem, by dać im poznać Go osobiście (Mocni ojcowie mocne córki Meg Meeker), muszę uporządkować relacje z własnym rodzicem.

Zestawiając moje relacje synowskie z pytaniami moich dzieci, odkrywałem coraz więcej tego, co wartościowe w darach otrzymanych od każdego z moich ojców.

Jakiś czas temu ponownie doznałem uspokojenia, uświadamiając sobie, że przecież jestem wdzięczny memu ojcu biologicznemu za fakt istnienia oraz za to, jaki jestem z natury, bo wiele jest we mnie z niego. Zrozumiałem, jak ważne było to, co zrobił mój ojczym, biorąc moją mamę z dzieckiem, choć przecież nie musiał. Sam będąc wychowankiem domu dziecka, nie potrafił mnie, a także nam jako całej rodzinie dać ciepła i uczuć takich, jak oczekiwałem. Z perspektywy czasu widzę jednak, że szanuję go bardziej za to, co zrobił, a nie mam żalu za to, czego ewentualnie nie potrafił dokonać.

Wszystko to działo się we mnie w poczuciu wielkiej wdzięczności wobec mojego dziadka, który, choć był zaskoczony moim nieślubnym poczęciem, mimo poczucia smutku i zawodu wobec mojej mamy, wziął mnie pod opiekę. Zrobił to w taki sposób, że jako dziecko nigdy nie poczułem się niechciany.

Żyłbym więc w „uspokojeniu”, gdybym nie chciał zostać bardziej zaangażowanym ojcem. Gdybym nie zastanawiał się nad moimi relacjami z córkami. Gdybym nie poznał inicjatywy Tato.Net. Gdybym nie miał kontaktu z innymi zaangażowanymi ojcami. I w końcu gdybym nie poznał myśli K. Canfielda poprzez jego książki Serce ojca oraz Siedem sekretów efektywnych ojców.

Kiedy myślę o swoim ojcostwie wobec córek, nie mogę pozbyć się myśli o moich ojcach. Oczywiście wszystko we mnie mi mówi, że niemożliwe jest powiedzieć im: „kocham cię”. Bo… tak wiele jest trudności, istotnych powodów, zaszłości, przeciwności wskazujących na to, by po prostu nie robić tego, co niełatwe. Ale choć nie byłem pewny skutków ewentualnej próby, czułem że muszę zrobić, co w mojej mocy. By moje relacje z moimi ojcami, a także relacje moich córek z ich dziadkami mogły być twórcze, budujące oraz niosące nadzieję. Podjęte rozmowy z ojcami pozwoliły mi zrobić duży krok w kierunku stawania się bardziej zaangażowanym tatą. Mam nadzieję, że przyczynią się także do tego, jakim dziadkiem będę mógł być kiedyś.

W ten sposób mogłem połączyć przeszłość z teraźniejszością, by móc zyskać dostęp do zaangażowanej przyszłości.

 

Rafał Lasek

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa