Mam czterech ojców

  • 29/12/2017

Skoro jestem ojcem, ojcem pięciokrotnym moich pięciu córek, myślałem sobie, że sam ten fakt czyni ze mnie dobrego ojca.

Skoro lubię być ojcem, kocham moje dzieci, a one mówiąc mi „kocham cię”  i przyznają się do mnie, założyłem, że to znaczy że jestem już dobrym ojcem. I tak czułem gdy dzieci były małe, kłopoty były małe a relacje miedzy nami niezbyt skomplikowane. Z czasem gdy moje ojcostwo zaczęło być weryfikowane pytaniami, prośbami o pomoc lub radę czy pokazanie drogi, pojawił się niepokój. Niepokój o to, czy jestem ojcem takim jakim mnie widzą moje dzieci. Czy zasługuję na to jak mnie one postrzegają oraz czy mogę zrobić coś, cokolwiek, aby stać się dobrym ojcem. Dopiero później dowiedziałem się, że nazywa się to „zaangażowanym ojcostwem” (K. Canfield – „Siedem sekretów efektywnych ojców”).

Skoro nawiązanie kontaktu emocjonalnego z dzieckiem wymaga od ojca duchowego wysiłku i zmagania z niezdrową męską dumą – jak pisze o. Józef Augustyn w książce „Kochaj mnie, Tato!” stwierdziłem, że aby być uczciwym oraz prawdziwym w takim działaniu konieczne jest także podjęcie takiego samego duchowego wysiłku i zmagania w relacjach z moim własnym ojcem.

Dziś myślę, że początki mego zaangażowania były dla mnie dość proste i w miarę oczywiste. Skoro nie identyfikowałem siebie jako osoby z dobrymi relacjami z własnym ojcem, szybko poszedłem w ścieżkę o nazwie ojciec zastępczy. Dziś wiem, że taka „droga” to nic nowego, a kiedyś nazywano taką funkcję goel (tak odwołuje się do ojca zastępczego na podstawie tradycji żydowskiej K. Canfield w książce Serce Ojca). Powiedziałem sobie, iż przecież nic się nie stało takiego złego w moim życiu skoro wychowywał mnie mój dziadek. Przylgnąłem do tej myśli skwapliwie, ciesząc się tym, jakie ciepło powodowały we mnie wspomnienia nieżyjącego dziadka. Będącego wzorem honoru, konsekwencji oraz mistrzem codziennych umiejętności w zakresie robienia czegoś z niczego.

Oczywiście wciąż mam w pamięci mój okres dorastania, kiedy to koledzy zazdrościli mi faktu posiadania dwóch ojców. Dla nich wydawało się to takie atrakcyjne kiedy ma się równocześnie ojczyma oraz ojca. Mi dźwięczała jak bijący dzwon myśl…mam fizycznie dwóch ojców a faktycznie żadnego…

Z czasem nauczyłem się z tym żyć, nie myśleć o tym za bardzo, a kiedy pojawiły się moje córki początkowo przestało to pozornie mieć znaczenie, bo przecież „ja jestem dobrym ojcem dla moich dzieci”. Powoli, wraz z dorastaniem moich córek, w atmosferze ich pytań o mojego ojca, a w zasadzie o moich ojców, rozwijała się we mnie myśl, iż nie jest łatwo lub nie jest w ogóle możliwym ucieczka od bycia synem moich ojców. Tego biologicznego, tego zastępczego i w końcu tego goel. Poczułem, gdzieś w swoim wnętrzu, że aby móc opowiadać córkom o Bogu, będącym moim i ich Ojcem, by dać im poznać Go osobiście („Mocni ojcowie mocne córki” M. Meeker) konieczne jest uporządkowanie relacji z własnym rodzicem.

Zestawiając moje relacje synowskie z pytaniami moich dzieci, odkrywałem coraz więcej tego, co wartościowe w otrzymanych darach od każdego z moich ojców.

Jakiś czas temu ponownie doznałem uspokojenia, uświadamiając sobie, że przecież jestem wdzięczny memu ojcu biologicznemu za fakt istnienia oraz za to jaki jestem z natury bo wiele jest we mnie mojego ojca. Zrozumiałemm jak ważne było to co zrobił mój ojczym biorąc moją mamę z dzieckiem choć przecież nie musiał. Sam będąc wychowywanym w domu dziecka (nie potrafił mi a także nam jako całej rodzinie dać ciepła i uczuć takich jak by się oczekiwało). Z perspektywy czasu widzę jednak, że szanuję go bardziej za to co zrobił a nie mam żalu za to czego ewentualnie nie potrafił dokonać.

Wszystko to działo się we mnie w poczuciu wielkiej wdzięczności mojemu dziadkowi, który choć był zaskoczony moim nieślubnym poczęciem, mimo poczucia smutku i zawodu wobec mojej mamy, przyjął mnie pod swą opiekę. Zrobił to w taki sposób, że jako dziecko nigdy nie poczułem się niechcianym.

Żyłbym więc w „uspokojeniu”, gdybym nie chciał zostać bardziej zaangażowanym ojcem. Gdybym nie zastanawiał się nad moimi relacjami z córkami. Gdybym nie poznał inicjatywy Tato.Net. Gdybym nie miał kontaktu z innymi zaangażowanymi ojcami. I w końcu gdybym nie poznał myśli K. Canfielda poprzez jego książki „Serce ojca” oraz „Siedem sekretów efektywnych ojców”.

Kiedy myślę o swoim ojcostwie wobec córek, nie mogę pozbyć się myśli o moich ojcach. Oczywiście wszystko we mnie mi mówi, że niemożliwym jest powiedzieć im „kocham cię”. Bo…tak wiele jest trudności, istotnych powodów, zaszłości, przeciwności wskazujących na to, by tego co niełatwe po prostu nie robić. I choć nie byłem pewny skutków ewentualnej próby, czułem że muszę zrobić co w mojej mocy. By moje relacje z moimi ojcami a także relacje moich córek z ich dziadkami mogły być twórcze, budujące oraz niosące nadzieję. Podjęte rozmowy z ojcami pozwoliły mi zrobić duży krok w kierunku stawania się bardziej zaangażowanym tatą. Mam nadzieję, że przyczynią się także do tego jakim będę mógł być kiedyś dziadkiem.

W ten sposób mogłem połączyć przeszłość z teraźniejszością, by móc zyskać dostęp do zaangażowanej przyszłości.

 

Rafał Lasek

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa