Tata znaczy więcej niż 100…

Na Dzień Ojca otrzymałem od mojej córki laurkę: „Jeden tata znaczy więcej niż 100 nauczycieli” Zawodowo jestem nauczycielem, ale laurką nie chwaliłem się w pokoju nauczycielskim, żeby nie drażnić lwa. Niby mała rzecz – laurka, ale uświadomiłem sobie, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na nas, ojcach. Najpierw gdy wchodzimy w małżeństwo, a następnie w ojcostwo, kiedy to możemy towarzyszyć naszym dzieciom na ich drodze życia. A to już nie jest bajka, ale twarda rzeczywistość, oddanie się na służbę, albo porażka.  Porażka, która boli.

Fot. archiwum autora

Będę inny niż mój ojciec

Efektywny ojciec jest zaangażowany w wierne dotrzymywanie długoterminowych obietnic wobec własnych dzieci” (K. Canfield, 7 sekretów efektywnych ojców). Gdy na pasku testu ciążowego mojej żony pojawiło się info – „będziesz Piotrze ojcem…”, to wiedziałem nie tylko to, że nim zostałem. Wiedziałem, że chcę nim być i nim będę. Podjąłem decyzję, że oddam się  moim dzieciom na służbę.

Będę ojcem w inny sposób niż mój ojciec. Nie chciałem, by moje dzieci szukały, tak jak ja, substytutów albo innych nauczycieli życia. Choć mój ojciec był fizycznie obecny, był żywicielem rodziny, to nie pamiętam chwil jego twórczej obecności – wspólnej zabawy, pracy, zainteresowania moją osobą, a przecież byłem jego synem – jedynym. Generalnie nie miał czasu dla mnie. Do dziś wspominamy z rodzeństwem jedno jedyne pytanie ojca, które pamiętamy. Był wtedy pijany i zapytał: „Jak tam w szkole?”. Zdziwiliśmy się trochę.

Innym doświadczeniem, które też, niestety, bolało i zostawiło ranę, był fakt, że mój tata był kucharzem. Mając naście lat, szukając jego obecności, zacząłem interesować się kuchnią, przeglądałem książki kucharskie, ale mój ojciec tego nie zauważał, a mógł przecież być moim „nauczycielem”. Już jako dorosły facet miałem ogromną frajdę, gdy zaprosiłem ojca na samodzielnie przygotowany obiad. Niestety, gotowania nauczyłem się jednak sam, choć pewnie talent odziedziczyłem po nim.

Oddać się dzieciom na służbę

Gdy zaczynałem drogę ojcostwa, byłem świadomy, iż chcąc być blisko moich dzieci, może być mi trudno oddać się pracy, zrobić karierę, mieć więcej kasy i czasu na spotkania z kolegami czy na realizację hobby. Wybrałem świadomie pracę, która pozwoli mi dużo czasu spędzać z dziećmi na drodze ich rozwoju. Kiedy ostatnio żona powiedziała: „Dziewczyny (mają po 9 i 11 lat), bardziej się ciebie słuchają i wolą chodzić na spacery i do kina z tobą”, poczułem się dumny. Wiem, że dobrze wybrałem, gdy zdecydowałem się na służbę dzieciom.

Oddanie wymaga nie tylko „przyznania się” do dziecka, wierności obietnicom, ale przede wszystkim czasu w codziennej zwyczajności. To czas – jak pisze Canfield – jest przede wszystkim miarą ojcowskiego oddania i zaangażowania. Mocno w to wierzę. Poniżej znajdziesz kilka praktyk pomagających odnaleźć i zaplanować ten czas dla rodziny. Mam bogactwa, którymi zostałem obdarowany i którymi się cieszę codziennie. Kochaną żonę i wspaniałe córki, rodzinę, dom. Kocham wspólny czas, który wcześniej zdecydowałem się wypełnić i oddać w pasji bycia ojcem, czyli nauczycielem życia.

Przeczytałeś? Działaj:

  1. Zaplanuj cotygodniowy spacer z dziećmi.
  2. Wyznacz w swoim planie tygodnia 30 minut codziennie dla każdego dziecka z osobna.
  3. Sprawdźcie z żoną kalendarz i odnotujcie wydarzenia ważne dla dzieci. Postaraj się do nich dobrze przygotować.
ppurol

Autor

Piotr Purol

Piotr Purol, mąż Anny i ojciec Marii, Zofii i †Ewy. Pedagog, teolog, zawodowo nauczyciel angielskiego, z zamiłowania biegacz i pasjonat samotnych wypraw rowerowych.

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa