Jak uczyć dzieci o finansach?

Ostatnio towarzyszy mi takie hasło: „słowa pouczają, przykład pociąga”. Według mnie finanse są jedną z najważniejszych dziedzin, w które powinniśmy nasze dzieci wdrażać – pouczać i dawać przykłady. Kwestia wdrażania dzieci w finanse to jest nasza, ojców, odpowiedzialność – mówił na Forum Tato.Net Artur Kalicki, zajmujący się edukacją finansową. 

Nas jako ojców, również poprzez nasze żony, bo czasem bywa że pracujemy dużo więcej i nie mamy możliwości przekazać całej nauki dzieciom. W naszym domu to ja jestem jedynym w tym momencie żywicielem rodziny, co też jest okupione niestety dłuższym pobytem poza domem. Mówię o żonach, bo one często kontynuują to, co my nakreślamy. Więc to od nas zależy, jak my nasze żony, czyli matki naszych dzieci traktujemy. Ostatnio usłyszałem, że największą rzeczą, jaką dla swoich dzieci może zrobić ojciec, to kochać swoją żonę. To jest hasło, które wziąłem sobie do serca.

Aby zacząć wspólną rozmowę o finansach, warto podzielić wydatki na cztery kategorie: zobowiązania, potrzeby, pragnienia i zachcianki. Zacznijmy od potrzeb, czyli wydatków koniecznych jak żywność czy podstawowa odzież. Jeśli chodzi o zobowiązania to mogą być to media, czynsz, kredyty, ubezpieczenia. Pragnienia to na przykład szkoła (pragnieniem rodziców jest, by dziecko chodziło do dobrej szkoły), zajęcia pozalekcyjne, hobby. Zachcianki: drugie wakacje, 360 kanałów w telewizji czy używki. Albo zwierzęta domowe – zaczyna się od zachcianki, potem staje się pragnieniem, a następnie robi się z tego niezłe zobowiązanie (śmiech).

Taki warsztat dzielący wydatki warto z dzieckiem przeprowadzić. Mam dwie córki i dwóch synów, omawiamy tego rodzaju sprawy, ponieważ pomaga to dzieciom pojąć pewne różnice. Jesteśmy w tej chwili bombardowani informacjami przez media, i łatwo w wielu kwestiach utracić rozeznanie. Nie pozwólmy na to, by w kwestii edukowania dzieci media nas zastąpiły. Pouczajmy słowem i pociągajmy przykładem. Chciałbym, żebyśmy to sobie zapamiętali.

Jakimi metodami możemy uczyć nasze dzieci?

  1. komunikacja słowna, żebyśmy dzieciom mówili o pewnych rzeczach;
  2. dawanie przykładu – jest to cenniejsze od tego co im mówimy, bo one widzą i patrzą;
  3. praktyczne działanie – pozwolenie dzieciom działać, podjąć decyzję.

Pierwszym etapem finansowej edukacji w domu może być kieszonkowe. Jeśli dajemy dzieciom kieszonkowe, należy dbać o regularność. Dawać poczucie stabilności domowego budżetu. Po drugie powinniśmy uczyć dzieci mądrze te pieniądze wydawać. Nie można też w tym wszystkim zapominać o okazywaniu radości – dając kieszonkowe nie rób tego z poczuciem „daję bo muszę”, tylko pokaż, że dawanie jak i przyjmowanie daje przyjemność.

Kiedy z żoną zaczęliśmy dawać dzieciom kieszonkowe, ustaliliśmy, że od tego momentu nie kupujemy już słodyczy.

Kiedy zacząć dawać kieszonkowe? W jakim wieku? Sześć – siedem lat? Tak naprawdę to wymaga od nas przyjrzenia się dziecku, czy ono potrafi już coś z tym zrobić. Niech ono się uczy, niech to się dzieje. Sześć – siedem lat to okres, kiedy to pierwsze kieszonkowe powinno się pojawić. Ile? Wybór należy do nas. Niektórzy mówią że tyle, ile dziecko ma lat. Można też zacząć od „piątaka” na gumę czy lizaka i pozwolić dziecku zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje. Im starsze dzieci, tym wyższe kieszonkowe.

Kiedy z żoną zaczęliśmy dawać dzieciom kieszonkowe, ustaliliśmy, że od tego momentu nie kupujemy już słodyczy. Nauczyliśmy dzieci dysponować zasobami według własnych potrzeb. Podobnie z prezentami na wszelkiego rodzaju urodziny. Jeśli chcą coś komuś podarować od siebie i nie mają na to 100zł, to zmusza je to do kreatywności, do wymyślenia czegoś fajnego przy niewielkim budżecie.

Nasza córka trzy lata temu powiedziała, że chce jechać do Rio na Światowe Dni Młodzieży. Okej, ale to jest duży wydatek. Później powiedziała, że chce jechać jako wolontariuszka. Poprosiliśmy rodzinę aby na święta zamiast prezentów dla niej była gotówka, ona oprócz tego jeszcze pracowała i regularnie zbierała pieniądze żeby na to wyjechać. My też w pewnym momencie stwierdziliśmy, że skoro ma chęć pracy i wolontariatu, to daliśmy część naszej dziesięciny na jej wyjazd, bo całość kosztowała około 7 tys. zł. Pojechała tam na trzy tygodnie. To do nas należy wyczucie w jakim momencie pomóc dziecku. Jak w tym powiedzeniu: „leć gołąbku leć, jak będziesz spadał ja ci pomogę, a jak będziesz leciał to będę cię podziwiał”.

W kontekście kieszonkowego jest jeszcze jedna ważna zasada. Czasem trudno ją egzekwować, zwłaszcza gdy dzieci mają różne temperamenty. Zanim dasz dziecku kolejne kieszonkowe – rozlicz je. Niech pokaże na co wydało poprzednie pieniądze. Niech zrobi spis na kartce na co poszły kieszonkowe z poprzedniego tygodnia. Mój czternastoletni syn mówi „nie no, tata, ja nie będę robił takich rzeczy”. No to chłopie, w czerwcu stracisz komórkę, za którą ci płacimy. Zadzwoniłem przy nim do operatora i spytałem ile kosztuje w tej chwili rezygnacja z umowy. Przychodzę potem wieczorem do domu i widzę, że kartka z wydatkami syna leży na stole, wszystko rozpisane.

Oczywiście w rozliczaniu może się pojawić element kłamstwa. Nie we wszystkim mogą być z nami szczere, nie o wszystkim mogą nam wspomnieć. Niestety to jest nasza praca nad nimi i nasze związane z tym konsekwencje. Często jest to ból naszego serca, ale zachęcam was, żebyście na ten ból się zdecydowali teraz, przy małych kwotach a nie później. Najlepiej zacząć jak najwcześniej uczyć dziecko rozeznania między tym, co jest dobre a co złe przy wydawaniu pieniędzy.

Kieszonkowe a zarabianie. Naprawdę, szczerze zachęcam do tego, by dawać dzieciom możliwość zarabiania, również w domu. Często pojawiają się głosy „nie będę uczył dzieci materializmu, nie będę prac domowych traktował w ten sposób”. Warto najpierw wydzielić czynności obowiązkowe, niepłatne, jak sprzątanie po sobie, rozładowanie zmywarki. To są naturalne obowiązki, ale jeśli jest potrzeba typu skosić trawnik czy umyć samochód, bo sami nie mamy na to czasu, zachęcam do zaangażowania dzieci w te dodatkowe prace. To my ustalamy granicę, kiedy możemy im za coś zapłacić. Pieniądze nie są tu celem, tylko motywatorem. To są pomysły jak możemy dzieci zachęcić do podjęcia działania.

Podam przykład kuzynostwa, dziewczynka miała wtedy z 8-9 lat i szła do kina z klasą. Kino było opłacone ze szkoły, ale płakała w samochodzie, bo nie dostała pieniędzy na popcorn jak inne dzieci. Po rozmowie zrozumiała, że jeśli czegoś chce, to musi mieć na to pieniądze. Następnym razem, dwa tygodnie później, przy okazji kolejnego wyjścia przychodzi do rodziców i mówi „mama, które szyby są do umycia?”. To jest kwestia budowania w dziecku pewnej postawy w kontekście oszczędzania i zarabiania na pewne rzeczy. Nie wszystko dajemy, nie wszystko jest. Bo dojdzie do tego, że my się zaharujemy, a dzieci będą z tego korzystały. Trzeba dawać im okazję do zarabiania i zarazem kształtowania pewnych umiejętności.

W naszej firmie zatrudniam swoje córki od kiedy ukończyły 16 lat i mija tak już  czwarty rok. Pracują, rozliczam je z pracy, wypłacam pensję na koniec miesiąca.  Daję okazję dziecku do zarabiania, bo dziecko wtedy się uczy powiązania między zarobionym pieniądzem, a jego wartością. Kiedyś w firmie musiałem kogoś oddelegować i było wolne miejsce, to zatrudniłem córki. Teraz biegle rozliczają wynajem mieszkań, wiedzą gdzie płaci się za media i tak dalej.  Również znam przykład kogo innego, gdzie córka w jedne wakacje pracowała, a w drugie nie. Spytali się jej dlaczego nie pracujesz? Bo nic nie potrzebuję. Ale w poprzednie wakacje tyrała na dwóch etatach.

Dzielenie się. Dzielenie się i dawanie jest najlepszym lekarstwem na chciwość. Warto zachęcić dzieci do tego, żeby wspierały różnego rodzaju inicjatywy, ale nie pierwsze z brzegu, o których czasem nawet nic nie wiadomo. Znów, to nasz trud, żeby się zorientować komu warto pomóc, może ktoś potrzebuje wsparcia nawet na naszym osiedlu. Jednym z naszych pomysłów było kiedyś wspieranie biednych dzieci w Afryce. Jedna złotówka to była jedna szczepionka. Co się dalej z tym działo to nie wiem, ale dziewczyny bardzo chciały w tym uczestniczyć i zbierały na to pieniądze, bo jak to mówiły „ja jednego Murzynka uratuję”.

Uczmy więc dzieci dzielenia pieniędzy na trzy części – na własne wydatki, na oszczędności i na pomoc lub wsparcie dla kogoś. Staje się to wówczas dla nich bardziej namacalne. Widzą, że ich decyzja o przekazaniu komuś nawet symbolicznej złotówki może przynieść realną pomoc. Tak jak i z oszczędzaniem, jest to element budowania nawyku. Jeżeli chodzimy do kościoła i dajemy na tacę, to starajmy się dawać wszyscy, ale nie z bólem. To jest ten dobry przykład, który musimy dzieciom dawać.

Dług. Kolejna bardzo ważna rzecz. Nie przyzwyczajajmy dzieci do życia na kredyt. Pozwolę się odnieść do Pisma Świętego – tam dług jest utożsamiony z niewolą. Zachęcam, żebyśmy na próbę pożyczyli dzieciom pieniądze, zawarli z nimi umowę najlepiej na papierze i co miesiąc je kasowali. Specjalnie użyłem takiego nieprzyjemnego słowa. Zróbmy to po to, by teraz doświadczyły małego długu typu na rolki, na rower i sprawdziły się w takiej sytuacji.

Poszedłem kiedyś z synem do sklepu i chciał rogalik 7-daysa. Pytam czy ma kasę. Nie ma, ale będzie miał. Czyli nie masz kasy? I taka długa przepychanka, aż zaproponowałem że mu pożyczę te 2,50, ale zapłaci odsetki. Dobra. Przyszliśmy do domu i mówię 3 złote.

-Ale za co?

-Synu, oddajesz mi razem z odsetkami.

-Ale 50 groszy? Za co?

-Jak to? Pożyczyłeś ode mnie pieniądze.

I to była okazja, żeby porozmawiać z nim, że to jest po prostu koszt. Koszt pożyczania. Siedmiolatek też miał podobną sytuację, tyle że on był sprytniejszy i podszedł do mamy mówiąc od razu „mama, pożycz 2,50, oddam ci 3”. Młody sam to wymyślił, ale ten starszy od tamtej pory już nie zapytał czy pożyczę mu pieniądze. Kiedyś powiedział też, że zgubił portfel, odmówiłem pożyczenia pieniędzy i w ciągu 15 minut portfel się znalazł. Zmusiłem go w ten sposób do działania, do myślenia. To była moja okazja jako ojca do tego, by mu pokazać, że pieniądz kosztuje. To nie jest tak, że tatuś podchodzi do ściany, pogłaszcze ścianę i pieniądze same wyskakują. Dzieci do pewnego wieku myślą, że my mamy pieniędzy potąd. Traktuję to jako okazję do wytłumaczenia mu że pieniądz kosztuje. Dlatego to zrobiłem, żebyś zrozumiał, że gdy weźmiesz kredyt, to zobaczysz ile pieniądz kosztuje.

Inną sprawą jest nasza reakcja na to, co dzieci robią. Kolega dał swoim chłopakom po stówie, ośmio- i dziewięciolatek. Pojechali na dwa tygodnie na obóz żeglarski, miał ich nie odwiedzać, ale akurat miał czas, był w pobliżu, więc zajechał do synów.

Zapytał jednego – Ile masz kasy?

-Osiemdziesiąt.

-A ty?

-Sto sześćdziesiąt.

-A skąd ty to masz?

Okazało się, że młody wykupywał wszystkie chipsy w sklepiku i wieczorem chłopakom sprzedawał. Następnego dnia znowu kupił i znowu sprzedawał. Teraz pytanie – ganić czy chwalić? Jedno i drugie. Zganić, żeby nie stało się tak, że on niedługo całą szkołą będzie trząsł, natomiast należy docenić tę jego przedsiębiorczość.

Jeżeli dzieci stają się starsze, już nastoletnie, zachęcam, żebyście zaprosili ich do tworzenia budżetu i płacenia rachunków. Dajmy im do ręki rachunki, dajmy im kilkaset złotych i niech poczują tę moc banknotów. Niech zobaczą, że za prąd idzie 150 zł a za czynsz 350 zł. Znajomy powiedział, że jak raz z córką poszedł zapłacić rachunki, to potem zaczęła w domu światło gasić. Dzieci myślą. To tylko my myślimy że one nie myślą.

Podsumowując – kluczowa jest komunikacja słowna, czyli mówimy jak to ma być robione i  potwierdzamy to przykładem, czyli naszym działaniem. Do tego ważne jest zezwolenie dzieciom na praktyczne działanie, żeby one doświadczyły pewnych rzeczy. Pamiętajmy o regularnym kieszonkowym, pokażmy, że my też regularnie zarabiamy. Twórzmy dzieciom okazje do zarabiania, uczmy wydawać mądrze. Regularnie oszczędzajmy, unikajmy długów i dawajmy radośnie, bo radosnego dawcę miłuje Bóg.

Wypowiedź Artura Kalickiego, specjalisty od edukacji finansowej, prelegenta VI Forum Tato.Net „Bezpieczeństwo i troska”.
 
 
Forum Tato.Net to doroczny, międzynarodowy kongres ojcowski, dający uczestnikom inspirację, wiedzę i możliwość wymiany dobrych praktyk. Edycja VI odbyła się w 2014 roku w Zabrzu pod hasłem „Bezpieczeństwo i troska”. Ze wszystkimi konferencjami tego Forum można zapoznać się tutaj .
Artur

Autor

Artur Kalicki

Ukończył Prywatną Szkołę Biznesu w Krakowie. Przedsiębiorca od 1991r, jest członkiem krajowej Rady CROWN. Jest również zaangażowany w prowadzone przez księży Sercanów Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT. W związku małżeńskim od 1991r, jest ojcem czwórki dzieci.

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa