Jak nawiązać głęboką więź z dzieckiem

Jak pisze Canfield, oboje przeżywacie pewien kryzys. Dla ciebie jest to zazwyczaj kryzys wieku średniego, a dla niego – kryzys dojrzewania. Oboje próbujecie odnaleźć się w tym świecie.

Etap, w którym dziecko wchodzi w okres dojrzewania, jest oceniany przez ojców jako najtrudniejszy. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego tak się dzieje? Jeśli nurtuje cię to pytanie, zapraszam do wspólnych poszukiwań. Postaram się podpowiedzieć, co można zrobić, by lepiej zrozumieć nastolatka i nawiązać z nim głębszą relację.

Pracuję z ojcami i dziećmi przez cały rok, prowadząc cykliczne zajęcia w ramach Szkoły Przygody Taty i Dziecka. Ojcowie, którzy w nich uczestniczą, w zasadzie mają dobre relacje ze swoimi dziećmi; zdecydowana większość przychodzi pogłębić kontakt oraz wzmocnić swoje – już wysokie – umiejętności ojcowskie. Dla niektórych z nich jest to już nawet pewien sposób wychowywania dzieci przez przygodę. Podzielę się z Wami przykładami z ich życia, które pomogły im w bardzo prosty sposób podnieść relację na wyższy poziom.

Zbyszek, ojciec przed pięćdziesiątką, to człowiek bardzo życzliwy, pomocny. Jego spokój i opanowanie są wielkimi zaletami. Mówi niewiele, ale jak już coś powie, to wiecie – jest nad czym się zastanawiać. Zbyszek zaskoczył mnie, opowiadając swoją historię relacji z ojcem, który był nieobecny w jego życiu. Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież jego kontakt z synem jest doskonały! Widziałem to w jaskiniach w formie troski i odpowiedzialności, kiedy szesnastoletni Jacek zawsze sprawdzał, czy tata wszystko dobrze zapiął, ale też w codzienności, kiedy, będąc u mnie na kawie, pomagali sobie nawet przez podanie łyżeczki, posłodzenie herbaty – miałem wrażenie, że jeden wyprzedzał myśli drugiego! Skąd to się wzięło? Zbyszek opowiedział mi swoją historię.

– Michał, nie zawsze tak było; sporo się zmieniło, kiedy zatrzymałem się i uświadomiłem sobie, kim chcę być dla moich dzieci. Nie miałem wzoru ojca – zaczął.
– Jak to? – zapytałem.
– Wiesz, dużo pracowałem, jak wszyscy, a że jestem introwertykiem i nie mówię za wiele, to nie było mi łatwo nawiązać sensowny kontakt z synem. On też jest zamknięty w sobie. Nie było z nim żadnych problemów, dobrze się uczył, jednak miałem poczucie, że poza „jak tam w szkole?” oraz „co słychać?” wiele nas nie łączy. On miał swój świat, a ja miałem własny. Wtedy mój przyjaciel z pracy, który miał podobną sytuację, opowiedział mi, jak wiele zmieniło się, kiedy zastosował jeden prosty sposób.
– Co to takiego? – zapytałem.
Zbyszek uśmiechnął się przyjaźnie i powiedział:
– Zaczął do niego mówić.
– Hmm, co przez to rozumiesz? – spytałem.
– Widzisz… Co jest potrzebne, żeby powstała relacja? – zapytał mnie.
– Rozmowa – odpowiedziałem szybko.
– No tak, ale rozmowa jako dialog dwóch osób zakłada, że każda z nich otwiera się i mówi, co u niej, nie? – ciągnął Zbyszek.
– Tak, jasne – przyznałem.
– A co zrobić, jeśli syn nie chce się otworzyć? Ojcowie często mówią, że mają problem z tym, że dzieci nie chcą gadać! Zastanawiałeś się, dlaczego w tym czasie tak się dzieje ? – zaśmiał się i kontynuował:
– Odpowiem ci na naszym przykładzie z Jackiem. Tak jak mówiłem, kontakt był słaby, a Jacek zamykał się w sobie. Postanowiłem działać i podjąłem decyzję: codziennie przychodziłem do jego pokoju wieczorem.
– No tak, przychodzenie do pokoju to niezły krok – zaśmiałem się.
– Słuchaj, słuchaj – powiedział z uśmiechem Zbyszek. – Przychodziłem, siadałem na łóżku i przez dwadzieścia minut mówiłem o sobie. Mówiłem o tym, jak się czuję, co mnie dzisiaj wkurzyło w pracy, z czego jestem zadowolony, co myślę o różnych sprawach życiowych. Nie próbowałem z niego nic wydobyć. Czułem się jak kretyn – dodał z uśmiechem.
– Ciekawe, co na to Jacek? – zaśmiałem się.
– Po jakimś czasie powiedział mi to wprost, wcześniej wiedziałem tylko po minie: „tacie odbiło” – śmiał się Zbyszek. Teraz śmialiśmy się razem, bo kiedy wyobraziłem sobie Jacka i jego wzrok, to już wszystko było wiadomo!
– I co dalej? – zapytałem po chwili.
– Dalej? Przychodziłem codziennie przez dwa tygodnie. W tej metodzie ważna jest wytrwałość. Po dwóch tygodniach Jacek zaczął mówić do mnie – o sobie. To było niesamowite; nie zadałem mu żadnego pytania, a on powiedział mi tak dużo. Byłem w szoku. Od tej pory wszystko się zmieniło, zaczęliśmy robić różne rzeczy razem, zobaczyłem, co dla niego jest ważne i poszedłem za tym. Wiesz, on miał wtedy szesnaście lat, to znaczy, że nigdy nie jest za późno!

Przykład Zbyszka i Jacka nie jest jedynym. Może chciałbyś powiedzieć, że to działa tylko na introwertyków i ludzi zamkniętych w sobie? Nie – zdecydowanie nie, tato. Waldek i Krystian to skrajnie inne osobowości, otwarte na świat, gotowe na wyzwania, jednak i ta dwójka miała podobny problem, kiedy Krystian był w wieku piętnastu lat. Waldek zastosował tę metodę i był zaszokowany, jak szybko – bo w ciągu tygodnia – nie tylko Krystian, ale i jego młodszy o dwa lata brat zaczął otwierać się na ojca jeszcze bardziej.

Jaki z tego wniosek dla ciebie, tato? Jeśli masz dzieci w wieku nastoletnim, to, żeby je zrozumieć, musisz otworzyć dla nich swój świat, a wtedy one otworzą własny i nastąpi zrozumienie. Nie zadawaj pytań, nie dociekaj, nie zabraniaj, nie oceniaj, ale doceniaj punkt widzenia dziecka, nawet jeśli jest sprzeczny z tym, co ty uznajesz za słuszne i dobre. Pozwól mu myśleć i doceń ten proces, doceń poszukiwania, a nie wnioski, które mogą nawet być błędne. Dostrzegaj i doceniaj publicznie jego punkt widzenia, a ośmielisz je i uzna w tobie sprzymierzeńca, a nie wroga. Jak pisze Canfield, oboje przeżywacie pewien kryzys. Dla ciebie jest to zazwyczaj kryzys wieku średniego, a dla niego – kryzys dojrzewania. Oboje próbujecie odnaleźć się w tym świecie. Tylko partnerska, otwarta relacja i komunikacja oparta na dzieleniu się swoim życiem może przynieść efekt.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa