Dochodzący tata czy disnejowski tatuś?

5 sposobów na to, by, nie mieszkając z dzieckiem, być prawdziwym ojcem, a nie postacią z kreskówki.

Dlaczego disnejowski?

Pojęcie „disnejowski rodzic” ma swoją definicję. Jest to „rodzic, przy którym dziecko nie ma stałego miejsca pobytu, dogadzający swojemu dziecku poprzez prezenty i rozrywki podczas kontaktów z nim i pozostawiający większość lub całą sferę wychowania drugiemu rodzicowi”. Zazwyczaj termin ten odnosi się do taty, ponieważ przeważnie to ojcowie są rodzicami dochodzącymi, ale ostatnio coraz częściej dotyczy to również matek.

Jak stajemy się disnejowskimi tatusiami?

Można zostać disnejowskim tatusiem celowo lub nieświadomie. Ten, kto zostaje nim z premedytacją, specjalnie serwuje dziecku wszystkie możliwe przyjemności i przywileje, żeby podważyć autorytet drugiego opiekuna. Mniej świadomy – i znacznie częściej spotykany – disnejowski rodzic chce się po prostu dobrze bawić z dzieckiem podczas ograniczonego czasu, który ma do dyspozycji. Wpływa na to parę czynników:

  • „Kontakty” to określenie z języka prawnego oznaczające czas, w którym my – rozwiedzeni rodzice – mamy dziecko przy sobie. Innym często używanym terminem są „odwiedziny”. W przypadku wielu z nas stosowanie zwrotów tego typu na określenie czasu, który spędzamy z dzieckiem, zmienia nieco nasz punkt widzenia na całą sprawę. W końcu kiedy się z kimś kontaktujesz czy go odwiedzasz, obowiązują nieco inne zasady, niż kiedy jesteś w domu – późniejsza pora spania, ciekawe wycieczki itd. Nazywanie tego czasu „odwiedzinami” jest szkodliwe z punktu widzenia celu rodzicielstwa i jeszcze z paru innych powodów, ale przede wszystkim wpływa na to, jak my, przy których dziecko nie ma stałego miejsca pobytu, ustosunkowujemy się do czasu spędzanego z naszymi dziećmi (przyp. tłum.: w prawnym języku angielskim na określenie kontaktów z dzieckiem stosuje się termin visitation, który ma jeszcze bardziej formalny charakter).
  • Jako rodzice dochodzący widujemy nasze dzieci rzadziej niż opiekunowie, z którymi one mieszkają. To oczywisty fakt. Zazwyczaj jest to jeden weekend w miesiącu, czasem dwa pełne dni, kiedy dziecko nocuje u nas. Z naszej perspektywy to naprawdę niedużo. W konsekwencji kiedy już jesteśmy razem, siłą rzeczy nie mamy ochoty spędzać czasu na odrabianiu pracy domowej, obowiązkach domowych, wpajaniu zasad i dyscypliny, zajęciach itd. To jest czas, który chcemy maksymalnie poświęcić naszym dzieciom.
  • Do tego, że nie widujemy naszych dzieci zbyt często, dochodzi drugi problem – kwestia pory, czyli tego – kiedy je widzimy: w weekendy i wieczorami. Co robią w tym czasie nawet najbardziej typowe pełne rodziny? Zazwyczaj się bawią. Wycieczki lub ciekawe zajęcia w weekend, oglądanie filmu lub granie w gry wieczorem, a w weekendowe wieczory dzieci zazwyczaj chodzą spać później niż w ciągu tygodnia, gdy muszą wstać rano do szkoły. Jeśli jest to jedyny czas, kiedy spotykamy się z dziećmi, nic dziwnego, że wypełniamy go typowo weekendowymi zajęciami, chodzimy spać później itp.

Od każdej reguły są wyjątki; od tej powyższej również, ale sytuacje takie jak tu opisane, to pewien standard w rozwiedzionych rodzinach. Te spostrzeżenia nie mają na celu usprawiedliwienia disnejowskich ojców, ale są próbą charakterystyki typowej sytuacji rodzica po rozwodzie.

Jak tego uniknąć?

Co możemy zrobić, żeby nie wpaść w tę pułapkę? Musimy jako rodzice wykazać się dużą dozą rozwagi i konsekwencji.

Po pierwsze, oboje rodzice – zarówno ten, z którym dziecko mieszka na co dzień, jak i ten dochodzący – muszą zrozumieć, że jako opiekunowie mają zupełnie inne warunki i okoliczności, w których przebywają z dzieckiem. Nigdy nie zajmuję się dziećmi wieczorem, zanim pójdą do szkoły, co jest chlebem powszednim dla ich matki. Moje dzieci zazwyczaj nie są ze mną wystarczająco długo, by zdążyły wejść w rytm porządków i obowiązków, jak ma to miejsce, gdy są w domu z matką.

Pięć ważnych kwestii

Oprócz tego jest pięć ważnych rzeczy, które możemy zrobić:

  • Bądź stabilny – nie musisz ustalać im takiego samego planu dnia jak w domu u ich mamy (chociaż jest to pomocne), ale musisz zapewnić im powtarzalność. Kiedy moje dzieci są u mnie, mają w miarę stały plan dnia. Staramy się tego trzymać, czy jest to lato, czy noce w ciągu tygodnia w wakacje, czy weekendy w trakcie roku szkolnego. Stabilność jest bardzo ważna przy dzieciach.
  • Bądź zaangażowany – dowiedz się, czy w czasie, gdy dziecko jest z Tobą, ma do odrobienia pracę domową. Jeżeli nie powie Ci tego ich mama, zapytaj nauczycieli. Niektóre szkoły mają kalendarze online i informują o takich rzeczach. Znajdź sposób, żeby dowiedzieć się, czy dziecko ma do wykonania jakieś zadanie.
  • Zachęcaj dzieci do odpowiedzialności – wpojenie jej dzieciom jest jednym z ważnych obowiązków rodzica. Kiedy są z Tobą, powinieneś się na tym skupiać, nawet jeśli ich matka tego nie robi. Dobrze, żeby ścieliły łóżka, sprzątały po sobie, dbały o porządek w swoim pokoju, wykonywały proste prace domowe. Nie musi to trwać długo, żeby nie stracić cennego czasu razem. Pamiętaj, że uczenie Twoich dzieci jest co najmniej tak samo ważne jak zabawa z nimi.
  • Ucz je – jak wspomniano powyżej, najważniejszą rolą rodzica jest bycie nauczycielem. Ucz je życia poprzez przekazywanie umiejętności. Zaznajom je z jakimś sportem, hobby, grą na instrumencie albo po prostu zachęć je do samodzielnej nauki. Nauka to zajęcie na całe życie.
  • Konsekwentnie dyscyplinuj. To prawdopodobnie najtrudniejsze zadanie, jeśli weźmiemy pod uwagę ograniczony czas, jakim dysponujemy. To straszne uczucie, kiedy mówisz dziecku, że nie weźmie udziału w jakiejś zaplanowanej przyjemności, jeśli Cię nie posłucha, a ono…  jest nieposłuszne. Jakkolwiek trudne by to było, musisz być konsekwentny i trzymać się tego, co powiedziałeś. Dzieci potrzebują dyscypliny: zasad i granic, świadomości tego, że ich czyny mają konsekwencje. Jeżeli w domu matki mają określone reguły, dobrze jest się ich trzymać, o ile to możliwe. Powiedzieć im, że zasadami mamy nie przejmujemy się w domu taty, to powiedzieć im właściwie, że zasady mamy są nieważne. I kropka. A to nie jest coś, czego powinieneś je uczyć.

Będąc tatusiem disnejowskim, nadal jesteś tatą. To już więcej niż to, co mają liczne dzieci w ogóle pozbawione ojców, ale możesz być kimś więcej. Możesz być lepszy. Bądź najlepszym tatą, jak się da. Bądź spójny. Bądź zaangażowany. Zachęcaj do dyscypliny. Zapewnij dzieciom stabilność. Ucz je. Nadal zachowacie mnóstwo czasu na zabawę, bycie rodziną i wspólne rozrywki, ale pamiętaj, że jesteś rodzicem i Twoim zadaniem – choćbyś nieustannie czuł, że sądy i Twoja była żona usiłują Ci to uniemożliwić – jest wychowywanie Twoich dzieci, a nie dostarczanie im rozrywek. A na Disneya i tak jeszcze znajdziecie czas!

Przeczytałeś? Działaj:

  1. Jeśli nie mieszkasz ze swoimi dziećmi, sprawdź, czy nie odnajdujesz w sobie cech disnejowskiego tatusia.
  2. Jeśli tak, przeczytaj pięć ważnych kwestii i zaplanuj, jak zaczniesz je stosować.
  3. Jest możliwe, że nawet mieszkając ze swoimi dziećmi, zachowujesz się jak disnejowski tata. Zastanów się, czy przypadkiem nie oddałeś małżonce kwestii wychowania dzieci, samemu dostarczając im tylko przyjemności.
Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa