Daj dziecku zarobić

Ważne jest, abyś jako ojciec wprowadził swoje dziecko w tematykę utrzymywania się, swojej rodziny (w przyszłości), a także zależności między tym, że pracujesz a tym, że masz co jeść. By jak najwcześniej miało świadomość, że bez pracy nie ma kołaczy, czyli nie zarobisz – nie masz.

Dzisiejsi pracodawcy widzą ogromne różnice zarówno w procesie zatrudniania, jak i samej pracy podejmowanej przez trzy różne grupy pracowników na rynku pracy. To tzw. pokolenia X, Y oraz „milenialsi”.

Niezależnie od tego kiedy urodziło się twoje dziecko ważne jest, abyś jako ojciec wprowadził je w tematykę utrzymywania się, swojej rodziny (w przyszłości), a także zależności między tym, że pracujesz a tym, że masz co jeść. Wielu rodziców podejmuje tę tematykę w sposób bardzo lekki – dają dzieciom kieszonkowe, bo im się należy, stąd też bardzo roszczeniowa postawa wielu młodych – nie podejmujących odpowiedzialności za swoje utrzymanie, przez wiele lat pozostających na garnuszku rodziców.

Ważne jest by dziecko jak najwcześniej miało świadomość, że bez pracy nie ma kołaczy, czyli nie zarobisz – nie masz. A dawanie kieszonkowego jedynie na zachcianki dziecka jest mimo wszystko postawieniem sprawy na głowie. Myślę że warto jak najwcześniej uzgodnić z dzieckiem, że ważne życiowe wybory, związane z finansami (takie jak np. zakup komputera, wyjazd w jakąś podróż, czy studia) traktujemy jak najbardziej poważnie i chcemy, żeby dziecko także w nich poważnie współuczestniczyło. Oczywiście nie chodzi o tak skrajne podejście, w którym komunikujemy nastolatkowi – chcesz jeść obiad – idziesz do pracy, jednakże potrzebne jest wprowadzanie dziecka w odpowiedzialność od najmłodszych lat, czas przedszkolny i wczesnoszkolny jest do tego najlepszy.

Czy jednak dziecko ma nie dostawać pieniędzy? Otóż nic bardziej mylnego. Powinno dostawać, przepraszam – nie dostawać, a zarabiać. Zacząć może od prostych prac domowych. Wynoszenie śmieci, mycie okien. Tu ważna uwaga: „prace zlecone” powinny być czymś innym, niż oczekiwanie od dziecka dbania o własne terytorium czy obowiązki, zatem nie powinno być wynagrodzenia za posprzątanie własnego biurka, spakowanie się do szkoły czy wyprowadzenie swojego psa na spacer. Ale jeśli jest potrzeba umycia wszystkich okien? Jak najbardziej. Warto też pamiętać o tym, co oznacza praca „zlecona”. Jest osoba zlecająca i pracownik, zlecający widzi potrzebę jakiegoś działania, określa, jaki ma być rezultat, może powiedzieć, jak to ma być zrobione, ale nie musi, może dostarczyć narzędzi, ale też nie musi – pracownik ma doprowadzić swoją pracą do oczekiwanego rezultatu. I tutaj jest kluczowy moment pracy – nie samo jej zrobienie, ale zdefiniowanie na samym początku najważniejszych parametrów, które będą brane pod uwagę przy rozliczeniu. Jeśli w zleceniu nie określimy dokładnie, kiedy mieszkanie ma być odkurzone – to nie ma co się denerwować na dziecko, że po dwóch godzinach nadal gra na komputerze. I jeszcze jeden wyznacznik zlecenia – to zleceniodawca (czyli ten kto płaci za pracę) określa potrzebę wykonania pracy. Zapewne słyszałeś o sytuacjach, w których dziecko ze ściśle określonym celem finansowanym usłyszawszy, że za odkurzenie mieszkania otrzyma dwa złote po powrocie taty z pracy zażądało dziesięciu złotych, ponieważ oświadczyło, że pięć razy dzisiaj odkurzało.

Innym poziomem zlecania zadań są prace, w których dziecko uczestniczy w zyskach, albo i stratach. Uczy to szczególnej dbałości o powierzone narzędzia i zadania. Weźmy taki przykład – wybieracie się na urodziny Cioci Mieci z Lublina do Szczecina. Wstępnie wyliczasz, że jazda samochodem to ok. 8 godzin w jedną stronę, zmęczenie kierowcy, jakieś 400 zł na benzynę. Łączny koszt przekroczy zapewne tysiąc złotych plus twój Twój wysiłek (jeśli miałbyś być głównym kierowcą w tej wyprawie), możesz więc zaproponować młodszemu managerowi ds. logistyki takie wyzwanie: mamy budżet 1000 zł, zorganizuj jak najtańszy, ale i nie powodujący dużego wyczerpania (no i nie trwający 2 doby) dojazd na urodziny cioci, otrzymujesz połowę oszczędności. Jeśli koszt opracowanej przez ciebie podróży wyniesie ponad 1000 – dopłacasz każdą złotówkę. Brzmi ryzykownie? Oczywiście! Czyli jeśli młody znajdzie atrakcyjne połączenie lotnicze Lublin-Berlin, a z Berlina do Szczecina promocję weekendową, to może zainkasować nawet 100 zł – za pracę polegającą jedynie na wyszukaniu i zarezerwowaniu kilku biletów! Jeśli jednak okaże się, że promocja była miesiąc temu, i koszt osiągnie pułap półtora tysiąca – cóż, będzie musiał wziąć dodatkową pracę, żeby odrobić straty (może miłosierny ojciec daruje cześć zobowiązania?). No i urodziny cioci zapamięta na dłuuugo…

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa