Być ojcem dziecka adopcyjnego

  • 29/12/2017

Mam złożoną sytuację – muszę się dzielić ojcostwem. Moje dzieci mają dwóch ojców, jestem bowiem ojcem adopcyjnym i zastępczym. Ponieważ to jest czwórka dzieci i w każdej sytuacji było troszkę inaczej, to powiem tylko o najmłodszej 13-letniej Julii, która jest z nami jedenaście lat. Została odebrana naturalnemu ojcu z powodu zaniedbań opiekuńczo-wychowawczych i problemów z przemocą i alkoholem. Przybyła do nas mając dwa lata. Kiedy pojawiła się w naszym domu, przeżyliśmy coś jak miodowy miesiąc – myśmy się w tym dziecku zakochali, to było dla niego miejsce, ono jadło nam z ręki.

Mimo, że wszystko było cacy, to ‚pulsowała’ w nas prawna konieczność robienia wszystkiego, żeby dziecko mogło podtrzymać niegroźne więzi z rodziną pochodzenia. Odnieśliśmy się do tego z dużym szacunkiem i kiedy miała już 8-9 lat, utrzymywaliśmy takie kontakty  trzykrotnie w ciągu roku. Włącznie z udziałem w uroczystościach, jak chociażby tej przystąpienia do pierwszej komunii świętej, kiedy próbowaliśmy to świętowanie niejako podwoić – w naszej miejscowości, w naszym kręgu i z tygodniowym poślizgiem w kręgu tamtej rodziny. Nie chcieliśmy się wzajemnie konfrontować i sadzać tych dwóch rodzin koło siebie, dlatego że z powodu złożoności problemów to byłoby trudne.

Zauważyliśmy, że rodzice upośledzeni, bezrobotni i bezradni być może jakoś kochali te dzieci, ale w jakiś sposób cały klan rodzinny po tamtej stronie był tym dzieciom obojętny. W związku z tym, kiedy jeździliśmy z dziećmi w ich stronę, dzieci przeżywały w zasadzie powtórne odrzucenie, to znaczy nie było z tamtej strony wyciągniętej ręki, poza kilkoma symbolicznymi, wręcz kurtuazyjnymi gestami.

Podczas zeszłorocznej wigilii, już po podzieleniu się opłatkiem, po wieczerzy, po prezentach, moja dwunastoletnia wówczas Julia siada mi na kolanach. Objęła mnie za szyję i powiedziała takim słodkim głosem „to teraz pomodlimy się za tatusia”. Moja wewnętrza męska pycha zadzwoniła „Krzysztof to do ciebie. Teraz będzie o tobie do Pana Boga”. A jej modlitwa zaczęła się od spojrzenia na mnie i słów „Proszę Cię Panie Boże o tatę Józefa, niech tata Józef będzie w końcu zdrowy, niech będzie mu lepiej”. Ja w tym momencie, będąc tatą Krzysztofem, byłem w takim swoistym, ale bardzo krótkim rozdwojeniu. Z pewnym poślizgiem, ale w końcu odczułem jakąś głęboką wdzięczność i ciepło. To dziecko, chociaż jest już ze mną 10 lat, obejmuje mnie za szyję i na moich kolanach modli się o swojego ojca naturalnego. Uznałem to za ogromny sukces Boga, tego dziecka i mój. Dołączyłem się do tej modlitwy, ona potem się zreflektowała według kolejności „lojalności” i dołączyła mnie w ostatnim wersecie. Do czego zmierzam – w tym roku po raz kolejny odwiedziliśmy rodzinę naturalną. Po powrocie moja Julia 13-letnia powiedziała do mnie „Tatusiu, ja już nie chcę tam jeździć. Oni są dla mnie obcy i mnie traktują jak obcą. Ja chcę, żebyście mnie już adoptowali”.

Redakcja Tato.Net

Autor

Redakcja Tato.Net

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa