Bóg obiecuje zwrot z inwestycji

  • 29/12/2017

Pieniądze szczęścia nie dają. Co Ty na to?

Nie dają, ale są konieczne do życia. Kluczowy jest nasz stosunek do nich. Pieniądze same w sobie są neutralne moralnie. Natomiast to, co z nimi robimy, lub może co one robią z nami, już niekoniecznie musi być dobre.

 

Pieniądze mają moc.

I ja mam takie przekonanie, że we wszystkich lub prawie we wszystkich będą wzbudzać chęć bogacenia się, chciwość i wywyższanie się. Świat jest tak skonstruowany, by budować w nas niezadowolenie. Reklamy przekonują, że jeżeli będziemy mieć więcej, dopiero wówczas będziemy szczęśliwi. Żeby zaspokajać pragnienia, potrzebujemy więc pieniędzy. W ten sposób wzbudza się w nas chęć bogacenia. O tym, jak jest to niebezpieczne mówi Pismo Święte w przypowieści o bogaczu, któremu obrodziło pole: „I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!”.

 

Co w tym złego, że ktoś, kto się dorobił, chce „jeść, pić i używać”?

Bóg dał nam pracę dla naszego dobra i oczekuje, że będziemy pracowali, a przez pracę kształtowali siebie. Kiedy chcę leżeć i nic nie robić to często pojawia się nuda i ten problem rozwiązujemy w formie używek, narkotyków i uzależnień.

 

Wiele poradników finansowych mówi, by właśnie to robić – budować przynoszące określony dochód aktywa i możliwie najszybciej osiągnąć status rentiera.

Nie generalizuję, że każdy rentier to „coś niedobrego”. Pan Bóg może przyzwolić, że zbudujemy majątek, dzięki któremu człowiek może poświęcić się służbie. Wówczas ta służba także będzie pracą. Ktoś może służyć za darmo i na pełen etat np. w Tato.net ponieważ wie, że Pan Bóg zaopatruje go w to, co niezbędne, gdzie indziej. Ja mam 10 pracowników i w pewnym sensie też jestem rentierem, bo dzięki pracy tych ludzi mogę na przykład pojechać na Forum Tato.net.

 

To, co robi bogacz z przypowieści, wydaje się normalne. Powodzi mu się, więc w pewnym sensie rozwija swoją firmę. Wyburza stare, buduje nowe, większe…

Ja jako przedsiębiorca długo nie mogłem tego zrozumieć. A kluczem do rozumienia tej przypowieści jest słowo „sobie”. Bogacz chciał się bogacić dla siebie, a bogacenie się dla samego bogacenia nie jest biblijne. W przypowieści dalej jest napisane: „Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”. Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

 

Bo „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego”?

Teolodzy spierają się o tłumaczenia tego fragmentu Pisma. Ja osobiście interpretuję je tak, że tu chodzi o postawę. Ucho igielne to była brama na tyle niska, że trzeba było się schylić, żeby przez nią przejść. Pieniądz może nami rządzić, stajemy się wówczas wyniośli i pyszni. A pysznym ludziom trudno jest zgiąć się w pół i paść na kolana przed Bogiem.

 

Łatwiej być blisko Boga tym, którzy są ubodzy, są „uBoga”?

Moim zdaniem chodzi o to, by być bogatym przed Bogiem, a nie w dobra tego świata. Ale mieć relację z Chrystusem i gromadzić skarby w niebie nie oznacza, że nie mogę posiadać dóbr na ziemi. Ważne, by umieć paść w pokorze przed Bogiem na kolana, a nie mieć poczucie, jaki to ja jestem gość. Na konferencjach podajemy dane, że na 99 osób, które się bogacą, a które w biedzie finansowej trwały przy Bogu, tylko jedna przy nim pozostaje. To przerażające, jak zmienia nas pieniądz. Ja uważam, że bogactwo samo w sobie nie jest złe. Na swoje potrzeby wypracowałem takie pojęcie, że mam pragnienie bycia majętnym, a nie bogatym. Dla mnie różnica jest taka, że bogaty ma serce zatopione w bogactwie. On nie widzi ludzi. W swoim bogactwie jest chciwy, a pomija hojność. Majętny z kolei wynika z dobrego zarządu, czyli takiego, jaki jest opisany w Biblii, która mówi, by zaopatrywać nasze potrzeby, ale też dzielić się z innymi.

 

Tu dochodzimy do dziesięciny, która kojarzy się raczej ze zgrzytaniem zębów, a nie z radością.

Świat jest dziś zapatrzony w siebie i wiele rzeczy robimy z pobudek egoistycznych. Kiedy wchodzę z kimś w rozmowę i pojawia się temat dziesięciny, słyszę, że ludzie traktują ją jak kolejny podatek. Jak zobowiązanie, wydzieranie pieniędzy. A w dawaniu kluczowa jest postawa. To, czego uczymy na naszych warsztatach, to by… przestać być właścicielem pieniędzy.

 

A kim jestem, jeżeli nie właścicielem swojej pensji?

Nie mamy nic, co by nie było nam powierzone. Nie ma niczego, co wypracowujemy, a co nie pochodziłoby z błogosławieństw, które otrzymujemy. Ja proponuję, by przyjąć, że dziesięcina jest oddawaniem Bogu chwały. Umów się z sobą raz na zawsze, że z każdych pieniędzy, które zarobisz, 10 procent wydzielisz. Trzymaj je na osobnym koncie, w osobnej kopercie. To są pieniądze, które oddasz Bogu, oddasz innym. Jeżeli ten podział zrobisz to od razu, niejako automatycznie, wówczas przestajesz się czuć właścicielem tych pieniędzy. Nie zastanawiasz się już czy je przekazać, tylko komu i kiedy. Stajesz się „radosnym dawcą, którego miłuje Bóg” i dajesz z miłością.

 

Jeżeli ta zasada jest uniwersalna, to powiedz to komuś, kto nie jest wierzący.

Jest jedno, jedyne miejsce w Biblii, w Księdze Malachiasza, gdzie Pan Bóg mówi: „sprawdź mnie”. Mówi: „Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, a wtedy możecie Mnie doświadczać w tym […] czy wam nie otworzę zaworów niebieskich i nie zleję na was błogosławieństwa w przeobfitej mierze”. Jest tylko jeden taki fragment w całej Biblii. Polecam strony Edukacji Finansowej CROWN (www.crown.org.pl) oraz www.bibliaofinansach.pl, gdzie są świadectwa ludzi, którym takie działanie przyniosło owoce.

 

To brzmi jak obietnica handlowa: „daj 10 procent, ja Ci oddam z nawiązką”.

To nie jest bankomat. To nie działa tak, że jak włożyłem tyle, to wyjmę więcej. Mamy gwarancję, ale jest to gwarancja błogosławieństwa. A czy otrzymamy je w finansach, zdrowiu czy jeszcze innym obszarze, tego nie wiemy. Choć są oczywiście świadectwa stricte związane z finansami. Mamy świadectwo Bogdana i Justyny, którzy pewnego dnia zdecydowali, że zwiększą swoją dziesięcinę. Następnego dnia dostali zlecenie, z którego zysk był dokładnie taki, by pokryć tę różnicę. Takie sytuacje się zdarzają.

 

Co jeszcze o zarządzaniu pieniędzmi, majątkiem i bogaceniu się mówi Biblia?

To pytanie, na które odpowiadać można godzinami. W Biblii jest 2350 wersetów na temat majątku, pieniędzy i zarządzania. Dla przykładu – jest przypowieść o talentach, która wprost mówi, że majątek mamy pomnażać. Jest zasada, która mówi: „nie poręczaj”. Na marginesie dodam, że bank prosi o poręczyciela wtedy, kiedy widzi, że nie stać się na kredyt i potrzebuje kogoś, kto będzie za ten kredyt płacił. I w Polsce ok. 80% kredytów jest spłacanych właśnie przez poręczycieli. Inne słowa dotyczą długu, który Pismo Święte określa jako niewolę. Nie mówi, że zadłużanie jest grzechem, ale zniechęca do brania kredytu.

 

Odnosząc się do niewoli – Jacek Pulikowski twierdzi, że celem człowieka jest zbawienie, powinien więc dążyć do pełnej wolności. Jeżeli mając pełną wolność zawsze będzie mógł wybrać dobro zamiast zła i będzie miał właściwą hierarchię wartości, stanie się w zasadzie święty i osiągnie zbawienie. W tym kontekście niewola związana z długiem staje się problemem.

W Księdze Przysłów czytamy: „Ubogimi kieruje bogaty, sługą wierzyciela jest dłużnik”. Jeżeli nie mam możliwości dysponowania swoimi pieniędzmi, tracę też możliwość dysponowania sobą w czasie. Muszę pracować, żeby spłacać dług. To jest pewnego rodzaju niewola.

 

Dziesięcina to 10 procent. To ważne, by było to dokładnie tyle?

Według mnie ważne. Ale nie chodzi tu o literalną zasadę. Może się zdarzyć, że jedno z rodziców traci pracę i mamy tylko jedną pensję np.  2000 złotych i na wyżywieniu całą rodzinę. A jest też napisane, że jeżeli ktoś „nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego”. W takich sytuacjach można umówić się, że w tym miesiącu dziesięcinę przekazujemy na wyżywienie domowników.

 

Na szkoleniach uczycie, żeby pieniądze, które zarabiamy, dzielić jeszcze dokładniej.

Moim zdaniem powinniśmy żyć za 70 procent tego, co zarabiamy. Szczególnie w czasach obfitości. Daj Bogu 10% procent, 20% odłóż na oszczędności, a pozostałe 70% na koszty życia. Tego typu zasadę stosowaliśmy wobec dzieci i uczymy jej na szkoleniach. I ona przynosi efekty.

Autor

Maciej Kucharek

Szczęśliwy mąż Ani i tata Marysi, Kasi i Janka. Wieloletni dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny. Licencjonowany spiker sportowy. Mówca, przedsiębiorca, współwłaściciel agencji Creality.

Zaangażowane ojcostwo znacząco wpływa na zmniejszenie przestępczości.

Współfinansowane ze środków ministerstwa